[pr] Klienci kontra PKP
http://miasta.gazeta.pl/lodz/1,35136,3597496.html

Klienci kontra PKP
Piotr Anuszczyk
2006-09-05, ostatnia aktualizacja 2006-09-05 18:38
Pasażerowie kontynuują swoją walkę z przewoźnikiem. Oczekują przywrócenia
pociągu Łodzianin oraz obniżenia cen biletów na czas remontu
Do pracy w Warszawie codziennie dojeżdża z Łodzi ok. 10 tys. osób. Od
września czas przejazdu pociągów wydłużył się do ponad 2,5 godziny. PKP
tłumaczy utrudnienia modernizacją torowiska na linii Łódź - Warszawa, ale
pasażerowie stracili już cierpliwość. Postanowili wspólnie walczyć o
sprawniejszą podróż do stolicy - Zbieramy już podpisy pod petycją do Urzędu
Ochrony Konkurencji i Konsumentów - mówi Dominik Wolski, informatyk. - Mam
ich już ponad 120. Kopie petycji wzięli też moi znajomi, którzy również
dojeżdżają do pracy pociągiem. Też będą zbierać podpisy. Do środy powinno
nas poprzeć kilkaset osób a to wystarczy, by UOKiK zajął się sprawą podróży
do Warszawy.

Urzędnicy z UOKiK już ją znają i obiecują, że zajmą się nią natychmiast po
otrzymaniu petycji. - Jeśli przedsiębiorca nie wywiązuje się z umowy, to
konsument, w tym przypadku pasażer, może dochodzić swoich roszczeń na drodze
cywilnoprawnej. Już analizujemy sygnały w tej sprawie. Nie wiemy jednak
jeszcze, czy PKP naruszyły prawo - mówi Katarzyna Frąc z biura prasowego
UOKiK.


     

  Modernizacja trasy Warszawa - Łódź


Klienci kontra PKP

Piotr Anuszczyk2006-09-05, ostatnia aktualizacja 2006-09-05 18:38

Pasażerowie kontynuują swoją walkę z przewoźnikiem. Oczekują przywrócenia pociągu Łodzianin oraz obniżenia cen biletów na czas remontu

Do pracy w Warszawie codziennie dojeżdża z Łodzi ok. 10 tys. osób. Od września czas przejazdu pociągów wydłużył się do ponad 2,5 godziny. PKP tłumaczy utrudnienia modernizacją torowiska na linii Łódź - Warszawa, ale pasażerowie stracili już cierpliwość. Postanowili wspólnie walczyć o sprawniejszą podróż do stolicy - Zbieramy już podpisy pod petycją do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - mówi Dominik Wolski, informatyk. - Mam ich już ponad 120. Kopie petycji wzięli też moi znajomi, którzy również dojeżdżają do pracy pociągiem. Też będą zbierać podpisy. Do środy powinno nas poprzeć kilkaset osób a to wystarczy, by UOKiK zajął się sprawą podróży do Warszawy.

Urzędnicy z UOKiK już ją znają i obiecują, że zajmą się nią natychmiast po otrzymaniu petycji. - Jeśli przedsiębiorca nie wywiązuje się z umowy, to konsument, w tym przypadku pasażer, może dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnoprawnej. Już analizujemy sygnały w tej sprawie. Nie wiemy jednak jeszcze, czy PKP naruszyły prawo - mówi Katarzyna Frąc z biura prasowego UOKiK.



  Remont trasy Łódź-Warszawa


Klienci kontra PKP
Piotr Anuszczyk

Pasażerowie kontynuują swoją walkę z przewoźnikiem. Oczekują przywrócenia pociągu Łodzianin oraz obniżenia cen biletów na czas remontu
Do pracy w Warszawie codziennie dojeżdża z Łodzi ok. 10 tys. osób. Od września czas przejazdu pociągów wydłużył się do ponad 2,5 godziny. PKP tłumaczy utrudnienia modernizacją torowiska na linii Łódź - Warszawa, ale pasażerowie stracili już cierpliwość. Postanowili wspólnie walczyć o sprawniejszą podróż do stolicy - Zbieramy już podpisy pod petycją do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów - mówi Dominik Wolski, informatyk. - Mam ich już ponad 120. Kopie petycji wzięli też moi znajomi, którzy również dojeżdżają do pracy pociągiem. Też będą zbierać podpisy. Do środy powinno nas poprzeć kilkaset osób a to wystarczy, by UOKiK zajął się sprawą podróży do Warszawy.

Urzędnicy z UOKiK już ją znają i obiecują, że zajmą się nią natychmiast po otrzymaniu petycji. - Jeśli przedsiębiorca nie wywiązuje się z umowy, to konsument, w tym przypadku pasażer, może dochodzić swoich roszczeń na drodze cywilnoprawnej. Już analizujemy sygnały w tej sprawie. Nie wiemy jednak jeszcze, czy PKP naruszyły prawo - mówi Katarzyna Frąc z biura prasowego UOKiK.



A PEx pewnie zyska, sam polecam znajomym połączenia PKS/PEx. No bo co robić?

  OBUWIE
Kupilem ostatno buty adidasa w sklepie na pasazu a realu na kiesielewskiego 8/16. Po dwuch miesiacach okazalo sie ze skora zaczyna normalnie pekac wiec zglosilem je do reklamacji. buty zostaly wyslane do rzeczoznawcy adidasa Moniki Czyż w Łodzi. Pierwsza reklamacja zostala odrzucona niby ze obowie bylo prane i zle urzytkowane co jest totalna bzdura. Napisalem do biura ochrony praw konsumenta i pobralem usluge niezaleznego rzezczoznawcy. Wg jego opini byl;a to wada fabryczna wiec napisal opinie i nadalem druga reklamacje. Oczywiscie ktora takze zostala odrzucona przez droga pania Monike Czyż !!! Cytuje jej opinie brak podstaw do zasadności żądań klienta, a przedstawiona opinia powolaego rzezczoznawcy nie ma zadnego uzasadnienia. Powiem tak to zlodzieje, kupuje buty adidasa odkad pamietam i nigdy nie mialem takiej sytuacji FIRMA schodzi na PSY !!!!!, a szczególnie nie polecam kupowac w sklepie Adidiasa42-200 częstochowa ul. Kisieleskiego 8/16 - "Arco" Sp. Jawna P. Nagły J. Dudak!!!!!!!!!!!!!!!!!!

     

  Piotrkowska
2009-03-31

Czas na remonty elewacji

Pietryna jest prawdziwą perełką architektoniczną, sercem naszego miasta, ulubionym miejscem spotkań. Władze miasta postanowiły zachęcić właścicieli nieruchomości położonych przy ul. Piotrkowskiej na odcinku od pl. Wolności do pl. Niepodległości do remontowania swoich budynków. Jeśli zdecydują się oni na odnowienie elewacji, będą mogli być zwolnieni na rok z podatku od nieruchomości. Chodzi nie tylko o obiekty, które bezpośrednio są położone na reprezentacyjnej ulicy, ale także o te, które do niej przylegają.

O zwolnienie z podatku nie mogą się jednak ubiegać właściciele budynków, w których prowadzona jest działalność bankowa lub handlowa w obiekcie o powierzchni powyżej 2,5 tys. m kw. oraz telefonii komórkowej. Dotyczy to także nieruchomości, w których mieszczą się stacje benzynowe oraz lumpeksy.

Każdy, kto złoży odpowiednią dokumentację o przeprowadzonym remoncie zostanie zwolniony z podatku od nieruchomości w wysokości 20 tys. zł.

- Choć ten podatek stanowi 10 proc. wpływów do budżetu miasta na zadania gminy, np. remonty zasobu komunalnego czy utrzymanie dróg, to jednak zależy nam na rewitalizacji budynków należących do prywatnych właścicieli – powiedział wiceprezydent Włodzimierz Tomaszewski.

Projekt uchwały trafi pod obrady Rady Miejskiej. Zgodnie z prawem musi być także zgłoszony do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. (J.Cz.)

ŹRÓDŁO: www.uml.lodz.pl

  Centralwings
Awaria Centralwings
anpio2007-09-21, ostatnia aktualizacja 2007-09-21 19:13

Na próżno czekali w piątek pasażerowie linii Centralwings, którzy chcieli spędzić weekend w Rzymie - Niestety, nasz samolot miał awarię, a nie mieliśmy zastępczej maszyny - mówi Kamil Wnuk, rzecznik Centralwings.
Pasażerom w takiej sytuacji przysługuje prawo do zwrotu pieniędzy za bilet. Ewentualnie mogą oni przełożyć swój lot na inny dzień. Więcej o swoich prawach wobec przewoźnika można przeczytać na www.uokik.gov.pl w dziale "Ochrona konsumentów". W jeszcze trudniejszej sytuacji są ci, którzy mieli dziś z Rzymu wrócić do Polski - Szukamy dla nich miejsca w innych samolotach, a jeśli się to nie uda, będziemy szukali noclegów - zapewnia Wnuk.

Źródło: Gazeta Wyborcza Łódź

  Serwis Philipsa w Lodzi

Grupowicze pomóżcie!

Nabyłem właśnie monitor Philips 104B i zaraz po podłączeniu
zauważyłem, że fatalnie rozłażą mu się kolory.
Odniosłem go do sklepu tak szybko, jak się dało, czyli po trzech
dniach (bo przez tyle mnie nie było w Łodzi), ale tam dowiedziałem
się, że gdybym zgłosił się nazajutrz po zakupie, to wymieniliby go,
jednak skoro te trzy dni już upłynęły, to mam się zgłosić w serwisie
Philipsa, realizującym naprawy gwarancyjne.
Poszukałem po internecie i znalazłem łódzką firmę, która jest
autoryzowanym serwisantem Philipsa - niestety monitorami się nie
zajmują. Dostałem natomiast od nich telefon do firmy warszawskiej,
któa jak zrozumiałem jest chyba czymś w rodzaju centrali - zadzwoniłem
i dowiedziałem się, że firma się przeniosła, ale nie wiadomo gdzie.
:-(

Czy ktoś może zna namiary na autoryzowany serwis monitorów Philipsa w
Łodzi, realizujący gwarancje?
A może ktoś zna przepis prawny, na mocy którego mógłbym iść do sklepu
i stwierdzić, żeby se jaj nie robili, tylko wymienili/naprawili mój
sprzęt?

TIA

--
Tomasz 'Pilot' Minkiewicz



Stary, sprzedaeca robi sobie z ciebie jaja. To on jest odpowiedzialny za
serwisowanie niesprawnego sprzetu nawet jesli sam serwisu nie posiada
(poczytaj dobrze karte gwarancyjna). Poza tym jest cos takiego jak rekojmia

Kodeksu Prawa Cywilnego).
Jezeli sprzedawca tego nie uwzgledni, to wystarczy postraszyc w tej
kolejnosci:
1. Stowarzyszeniem Ochrony Praw Konsumenta
2. Urzedem Skarbowym
3. Sprawa sadowa
4. Mafia rosyjska ; )
Powinno poskutkowac (sam prowadzilem firme komputerowa ; ))


  Serwis Philipsa w Lodzi



| Grupowicze pomóżcie!

| Nabyłem właśnie monitor Philips 104B i zaraz po podłączeniu
| zauważyłem, że fatalnie rozłażą mu się kolory.
| Odniosłem go do sklepu tak szybko, jak się dało, czyli po trzech
| dniach (bo przez tyle mnie nie było w Łodzi), ale tam dowiedziałem
| się, że gdybym zgłosił się nazajutrz po zakupie, to wymieniliby go,
| jednak skoro te trzy dni już upłynęły, to mam się zgłosić w serwisie
| Philipsa, realizującym naprawy gwarancyjne.
| Poszukałem po internecie i znalazłem łódzką firmę, która jest
| autoryzowanym serwisantem Philipsa - niestety monitorami się nie
| zajmują. Dostałem natomiast od nich telefon do firmy warszawskiej,
| któa jak zrozumiałem jest chyba czymś w rodzaju centrali - zadzwoniłem
| i dowiedziałem się, że firma się przeniosła, ale nie wiadomo gdzie.
| :-(

| Czy ktoś może zna namiary na autoryzowany serwis monitorów Philipsa w
| Łodzi, realizujący gwarancje?
| A może ktoś zna przepis prawny, na mocy którego mógłbym iść do sklepu
| i stwierdzić, żeby se jaj nie robili, tylko wymienili/naprawili mój
| sprzęt?

| TIA

| --
| Tomasz 'Pilot' Minkiewicz

Stary, sprzedawca robi sobie z ciebie jaja. To on jest odpowiedzialny za
serwisowanie niesprawnego sprzetu nawet jesli sam serwisu nie posiada
(poczytaj dobrze karte gwarancyjna). Poza tym jest cos takiego jak
rekojmia

Kodeksu Prawa Cywilnego).
Jezeli sprzedawca tego nie uwzgledni, to wystarczy postraszyc w tej
kolejnosci:
1. Stowarzyszeniem Ochrony Praw Konsumenta
2. Urzedem Skarbowym
3. Sprawa sadowa
4. Mafia rosyjska ; )
Powinno poskutkowac (sam prowadzilem firme komputerowa ; ))




  NTG: wraca nowe, czyli rzemiosło
Cavallino nabazgrolił na ekranie:

A mi o to, że niezależnie od sposobów wyboru konsumenci powinni być
chronieni.
Czym mocniej tym lepiej.



Ta... a potem będzie jak w Stanach, że na suszarce do włosów będzie
pisać - "Nie używać w czasie snu".

Nierzadko zdarza się przecież, że konsumenci sami nie wiedzą czego chcą, źle
to przekażą rzemieślnikom i wychodzi potem problem.

|  Zgoda. Za PRLu zdaje się "papierki" były. I kabarety na temat
| "opapierkowanych" zdaje się też.

A teraz to wszystko tylko się pogorszyło.



Wszystko? Jesteś gotowy za daną usługę zapłacić kilkakrotnie więcej niż
wcześniej? Na pewno nie. Więc się nie dziw, że już większy procent
_fachowców_ jest za granicą.

Albo jest fachowcem, albo nie bierze roboty.



Proste pytanie - dlaczego?
Dlaczego zabronisz komuś bez papierów np. układać glazurę? Jak schrzani to
będzie poprawiał za swoje pieniądze - są już przecież odpowiednie przepisy.
Zepsuje raz, drugi i albo się nauczy, albo stwierdzi, że to nie dla niego.

Imo ochrona konsumentów powinna polegać w większej mierze na uświadamianiu
konsumentów o tym jak powinna wyglądać dobra umowa między nim a
rzemieślnikiem, jakie ma prawa, pomagać w przypadkach sporów itp. Ale nie
na zabranianiu.

No tak, wg. ciebie papierek potwierdza umiejętności. To teraz idź z tym
twierdzeniem do rektorów/dziekanów uniwersytetów - wyśmieją cię. Przecież
na studia też przyjmowane są osoby z papierkiem 'dojrzałości'. Dziwne tylko
czemu teraz się słyszy narzekania na poziom wiedzy absolwentów z maturą.
(nie dotyczy wszystkich absolwentów). Im więcej osób tym niższy poziom -
tego nie przeskoczysz. Niech papiery mają tylko ci którzy chcą być
najlepsi, wzmocnić swoją pozycję na konkurencyjnym rynku itp., ale nie
_każdy_.

No niech Ci będzie, jak się uprzesz żeby wziąć nieuka bez szkoły, papierów
i umiejętności to może być trudniej.



A natchnienie Boże? Przecież osoba bez papierów, szkoły,
umiejętności/doświadczenia, może nagle doświadczyć łaski Bożej i wspaniale
ułożyć płytki, wykończyć komuś mieszkanie, a nawet wprowadzić pewne
innowacje do budownictwa (co mogłoby być trudne gdyby się trzymał całej
sztuki budowlanej). /Noe przecież bez papierów łódź zbudował/. ;)

Pozdrawiam
 {wysfvhobtdanquaojuedy}[kROT11k]

Nikiel ;-)


  Wypowiedzenie umowy (a jak:]...)

| Również uważam, że jest tutaj błąd formalny. To TY wypowiadasz, a nie
| wnosisz o wypowiedzenie ze strony banku. Teoretycznie bank powinien
| odmówić, bo sam nie chce Ci wypowiedzieć umowy.

| Może i macie rację. No to będe musiał poprawić swój szablon. :-)

************** POCZĄTEK SZABLONU ****************************

Miejscowość dn. 12 kwietnia 2005 r.

[Dane osoby rezygnującej z adresem]

Do:
Volkswagen Bank Polska S.A.
Al. Jana Pawła II 15
00-828 Warszawa

W Y P O W I E D Z E N I E     U M O W Y

Z dniem 12 kwietnia 2005 r. wypowiadam umowę o prowadzenie rachunku numer
XXXXXXXXXXXXXXXXXX w Volkswagen Bank Polska S.A.,



-------------------------------------------------------------------------------
(zgodnie z § 24 pkt. 1 Regulaminu prowadzenia rachunków bankowych
Volkswagen Bank Polska S.A.).



-----------------------------------------------------------------------------
Ten powyższy fragment nie jest konieczny, gdyż może doprowadzić do pobrania
lub egzekucji opłaty za prowadzenie rachunku.
Powinno się umieścić powody wypowiedzenia, w tym przypadku zmianę opłat, a
wtedy do czasu zamknięcia rachunku bank jest zobowiązany do jego prowadzenia
na starych zasadach. Zmusza go do tego ustawa z dnia 2 marca 2000 r. o
ochronie niektórych praw konsumentów oraz o odpowiedzialności za szkodę
wyrządzoną przez produkt niebezpieczny, która to wprowadziła zmiany w
Kodeksie Cywilnym, a konkretnie zmianie uległ zapis art. 385. Sądzę że to
istotne dla tych, co mimo wszystko chcą uniknąć opłaty za prowadzenie
rachunku w maju ;-)
Środki pozostałe na rachunku po całkowitym rozliczeniu transakcji
dokonanych kartami płatniczymi oraz po rozliczeniu wszelkich odsetek i
prowizji proszę przekazać na rachunek:

Niezadowolony Klient
BRE BANK SA BRE WBE/Łódź
XX XXXXXXXX XXXXXXXXXXXXXXXX

W załączeniu przesyłam token nr XXXXXXX wydany do konta. Kartę płatniczą
VISA Electron nr XXXX XXXX XXXX XXXX, zgodnie z poleceniem konsultanta
banku, zniszczyłem.
Potwierdzenie zamknięcia konta, potwierdzone imiennie przez upoważnionego
pracownika Banku, proszę wysłać na następujący adres:

[Adres do wysyłki]

Z poważaniem
Niezadowolony Klient
[ koniecznie odręczny podpis ]

Wyk. w  egz.

2. ad acta.

********************** KONIEC SZABLONU ***********************

Ten egzemplarz jest na pewno zgodny z wymogami formalnymi. Sprawdzony w
Lukas Bank i Inteligo.




  Czarna lista kamerzytów
Chcę wyrazić opinię na temat prowadzonej przez Jacka Sochackiego firmy zajmującej się wideofilmowaniem. CHCĘ PRZESTRZEC WSZYSTKICH, którzy w przyszłości będą mieć z nim do czynienia, ponieważ jest on osobą nierzetelną i kompletnie bez honoru, jednym słowem ****** i lawirant.

DO MODERATORÓW: biorę pełną odpowiedzialność za swoje słowa, nie zasłaniajcie się ochroną danych osobowych i nie kasujcie, ponieważ opinia dotyczy FIRMY, nie zaś osoby prywatnej, a wszystko co piszę jest szczerą prawdą i bez wahania powtórzę to w każdym sądzie, chodzi o to, żeby ostrzec inne młode pary, bo może je spotkać taka sama przykrość.

nazywam się Anna Lasoń, jestem z Łodzi, wraz z mężem wynajęliśmy Jacka Sochackiego aby w dniu 1 września 2007 roku nakręcił film z naszego ślubu, wesela, poprawin oraz zrobił zdjęcia.

Zdjęcia otrzymaliśmy po ponad pół roku od terminu wyznaczonego w umowie płacąc za nie 1200zł.

FILMU ANI KONTAKTU Z FILMOWCEM NIE MA DO DZIŚ (21 lutego 2009) !!!!!!

Liczę się z tym, że najpiękniejsza chwila w naszym życiu, moment największego wzruszenia, moment dla nas przełomowy i najważniejszy z czasem odejdzie w niepamięć, szczegóły się zatrą i nikt nie będzie w stanie nam tego zrekompensować – i to w czasach kiedy każdy telefon komórkowy jest wyposażony w kamerę... Cóż, moi rodzice mają film z własnego wesela, nakręcony ćwierć wieku temu – my tego mieć nie będziemy (zresztą nie tylko my, bo par oszukanych i pokrzywdzonych jest więcej).

Nie jestem z konkurencji. Chętnie zaprezentuję zdjęcia, na których widać Jacka Sochackiego filmującego nasze wesele...

Przedstawiam również naszą umowę, pismo z Federacji praw konsumentów oraz postanowienie prokuratury. Zajrzyjcie na link podany w moim profilu - tam jest wszystko

Jeśli ktoś ma życzenie – udzielę wszelkich informacji oraz przedstawię wszystkie dokumenty jakie posiadam.

Obecnie Jacek Sochacki skrzętnie unika listonosza i nie odbiera pism, wiadomo czemu...

Jestem po wstępnej rozmowie z reporterami TVN, są bardzo zainteresowani sprawą i jeśli nakręcą reportaż o firmie, to z pewnością go również zmontują, a nie odłożą na półkę lub wyrzucą do śmieci, jak uczynił to Jacek Sochacki z najważniejszym momentem naszego życia.

Pozdrawiam
Anna Lasoń

  Prawnicy o kradzieży sygnału TV
„Paragraf w infrastrukturze”, pod takim hasłem w dniu 18 marca 2009 r. odbędzie się łódzka konferencja prawnicza zorganizowana w ramach XX Międzynarodowych Targów Komunikacji Elektronicznej. W trakcie spotkania swoje stanowisko zaprezentuje również Stowarzyszenie Dystrybutorów Programów Telewizyjnych SYGNAŁ.

Spotkanie zaplanowano na drugi dzień targów Intertelecom, które odbędą się w dniach od 17 do 19 marca 2009 roku. Gospodarzem targów, jak co roku, jest Łódź. Pomysłodawcą i głównym organizatorem konferencji jest Pan Łukasz Lawrenz, komisarz targów Intertelecom. Spotkanie swoim patronatem objęli także organizatorzy Kampanii Społecznej Szanuje.pl, która od 2006 roku aktywnie działa na rzecz ochrony własności intelektualnej, między innymi poprzez edukację młodzieży w tym zakresie. Tym razem jednak Szanuje.pl zwróciło się w stronę środowiska prawniczego.

Do udziału w konferencji, organizatorzy zaprosili również Stowarzyszenie Dystrybutorów Programów Telewizyjnych SYGNAŁ skupiające czołowych nadawców kanałów płatnych (w tym CANAL+, HBO, MTV), platformy cyfrowe (CYFRA+, Cyfrowy Polsat, Telewizja nowej generacji n) oraz największych operatorów telekomunikacyjnych (ASTER, Multimedia Polska, UPC Polska, Inea, Satel) i firmy (Lege Artis). Przedstawicielem Stowarzyszenia SYGNAŁ będzie Mecenas Wojciech Hryniewicz, prawnik ściśle współpracujący z organizacją.

„Paragraf w infrastrukturze” jest spotkaniem adresowanym przede wszystkim do uczestników Targów Komunikacji Elektronicznej jako osób najbardziej zainteresowanych tematem. Podczas konferencji, Mecenas Wojciech Hryniewicz zaprezentuje stanowisko SYGNAŁU na temat najważniejszych aspektów prawnych dotyczących kradzieży sygnału TV.

Konferencja „Paragraf w infrastrukturze” to doskonała okazja do dyskusji na temat ochrony własności intelektualnej. Im więcej będziemy o niej mówić, tym lepiej dla nas wszystkich – konsumentów, nadawców i dystrybutorów programów telewizyjnych. – przekonuje Paweł Gruba, prezes stowarzyszenia SYGNAŁ.

  Uważajcie na kablówki
Telewizje kablowe naruszają interesy klientów, m.in. przez ograniczanie liczby programów dostępnych w ofercie - wynika ze skarg, jakie otrzymuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).

W umowach zawieranych z klientami kablówek pojawiają się postanowienia, które wcześniej zostały zakwestionowane przez sąd i wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych" - napisano także w komunikacie UOKiK.

Chodzi m.in. o to, że niektórzy właściciele kablówek przyznają sobie prawo do jednostronnej zmiany warunków umowy (np. ograniczają liczbę programów, albo je zamieniają). Do tego utrudniają abonentom reklamowanie takich praktyk i uniemożliwiają im odstąpienie od umowy.

Ostatnio prezes UOKiK wydał decyzje nakazujące zmianę niezgodnej z prawem praktyki przedsiębiorcom z firm "Przedsiębiorstwo Automatyki i Telekomunikacji" z Tomaszowa Mazowieckiego, "Przedsiębiorstwo Handlowo - Usługowe Satel" z Kielc" oraz "Astra Media" z Łodzi - poinformowano w komunikacie.

Jak napisał UOKiK, w toku postępowań stwierdzono, że dostawcy zastrzegają sobie prawo do zmiany wysokości miesięcznej opłaty abonamentowej, bez wcześniejszego poinformowania o tym użytkowników. Konsumenci dowiadują się o tym, otrzymując książeczkę abonamentową z nową (wyższą) opłatą. Tymczasem umowa jest tak skonstruowana, że klienci nie mają możliwości jej wypowiedzenia.

Kolejna pułapka, jaką zastawiają niektóre kablówki na swych abonentów, to zapis w umowie, w którym gwarantują sobie możliwość zmiany oferty programowej w wyniku "działania sił wyższych", co - w ich rozumieniu - oznacza również przyczyny techniczne. W efekcie takich praktyk klient, któremu ulubioną stację zamieniono na kompletnie go nieinteresującą, i tak musi płacić abonament.

Kolejne nieprawidłowości kablówek, których dopatrzył się UOKiK, to ograniczanie prawa do wniesienia reklamacji dot. np. "nienależytego wykonania umowy". W niektórych przypadkach przedsiębiorcy zobowiązali konsumentów, by w razie wystąpienia usterki zawiadomili o niej w "nieprzekraczalnym terminie pięciu dni".

Urząd przypomina, że przepisy są jasne i przyznają klientom znacznie dłuższe terminy składania reklamacji, np. 12 miesięcy od ostatniego okresu rozliczeniowego, w którym usługa została źle wykonana lub miała być wykonana.

Jak powiedział PAP prezes kieleckiego Satela Rafał Górski, jego firma nie będzie odwoływać się od decyzji prezesa UOKiK i się jej podporządkuje. Z władzami pozostałych firm wymienionych przez UOKiK, do momentu nadania depeszy, nie udało się PAP skontaktować.

źródło:
http://biznes.onet.pl/0,1560871,wiadomosci.html

  Praca dla promotorów laptopów Sony VAIO
Praca w miastach:
Warszawa, Kraków, Łódź, Poznań, Kalisz, Katowice, Zabrze, Czeladź, Bielsko-Biała, Opole, Kielce, Lublin, Wrocław, Gdańsk, Koszalin, Szczecin

Opis stanowiska:

Zadaniem Promotora będzie sprzedaż laptopów Sony VAIO, jak również fachowe doradztwo konsumentom, na temat VAIO .

Wymagania:

- entuzjazm, komunikatywność, pracowitość, zaangażowanie , punktualność .
- dobrze rozwiniętych umiejętności handlowych ,
- stałego dostępu do internetu,
- gotowość do rozwijania swoich umiejętności i szkoleń.
- znajomość języka angielskiego w stopniu umożliwiającym swobodną komunikacje .

Promotor ponadto powinien być obeznany ze sprzętem komputerowym , zainteresowany informatyką i nowymi technologiami. Mile widziani studenci informatyki etc. i osoby z doświadczeniem w pracy promotora/w handlu ,ale zapraszamy każdą osobę ,która spełnia w/w wymagania.

Oferujemy:

- atrakcyjny system wynagrodzenia ,
- pracę głownie w weekendy w systemie piątek 4 h , sobota 8 h , niedziela 8 h
( bądź sobota i niedziela po 10 h ) , możliwość dobierania wybranych weekendów ze zmiennikiem .
- ciekawe ,regularne szkolenia umożliwiające doskonałe poznanie produktu i pogłębianie wiedzy z zakresu nowych technologii i informatyki , technik sprzedaży etc.
- Pracę w dynamicznym , profesjonalnym zespole ,
- Możliwość udziału w innych ciekawych akcjach promocyjnych i eventach w przyszłości
- Promowanie znanej i dobrej marki laptopów Sony VAIO ,cieszącej się zaufaniem klientów .

Forma kontaktu:

Osoby zainteresowane proszone są o wysłanie CV (chętnie ze zdjęciem ) na adres :

Karol.Kaba@gmail.com .

W temacie proszę o wpisanie PROMOTOR/Wybrane Miasto .

W cv proszę o dopisanie klauzuli : Wyrażam zgodę na przetwarzanie moich danych osobowych zawartych w mojej ofercie pracy niezbędnych do realizacji procesu rekrutacji (zgodnie z ustawą z dnia 29.08.97 r. o Ochronie Danych Osobowych Dz. U. nr 133 poz. 883)”. Informujemy, że bez powyższego oświadczenia oferta nie będzie rozpatrywana.

Zastrzegamy sobie prawo odpowiedzi jedynie na wybrane oferty.

  pOszukiwani z umową na Neostradę Plus
Witam

Osoby które: podpisały umowę na NEOSTRADĘ PLUS
w okresie wrzesien - grudzień 2003 na czas 12 Miesięcy oraz:
- na stronie hostingowej mają całkowitą przestrzeń 50MB

- na wydruku z konfiguracji z procesu rejestracyjnego jest "Rodzaj usługi:
Neostrada plus"
- na FV abonament za neostradę to "Neostrada TP 640."

-------------------------------------------------------------
Jak potwierdzają moje rozmowy z TPSA oraz konsultacja z osobą dobrze
zoriętowaną w prawie
Telekomunikacja bezprawnie ograniczyła przestrzeń hostingową ze 100MB do
50MB dla
osób wykupujących usługę NEOSTRADA PLUS.
Dlatego, że w bieżącym cenniku
http://www.neostrada.pl/tpsa/run?n=info&p1=cennik_neostrada_plus
Aby zmienić plan taryfowy wymagane jest podpisanie aneksu!
W związku z czym obcięcie 50MB można uznać za nie wywiązywanie się TPSA z
umowy a co za tym
idzie odzyskanie abonamentu za okres maj-sierpień.

Osoby takie powinny zgłościć problem albo poleconym do biura reklamacji pod
adresem znajdującym się na fakturze
ew. telefonicznie (odradzam chyba, że nagracie rozmowę - informując
oczywiście rozmówcę o tym fakcie) prosząc
o nazwisko rozmówcy i nr reklamacji oraz żądając odpowiedzi pisemnej
powołując się na Kodeks Cywilny.
Gdzie określone jest iż odpowiedź negatywna ma być w formie pisemnej w ciągu
14 dni.
W przypadku nieotrzymania odpowiedzi pisemnej po 14 dniach +5 do 8 dla
poczty sprawa jest prawie wygrana.

Zgłoszenie reklamacyjne powinno zawierać mniej więcej treść:
Wykupiona usługa - NEOSTRADA PLUS
nie było aneksu do umowy.
na fv otrzymuję NEOSTRADA TP a więc usługę niewykupioną
Cennik na dzień dzisiejszy mówi o 100MB przestrzeni.
Jeżeli zmieniono plan taryfowy to wykonano to bezprawnie,
a jeżeli nie to wykupiona usługa nie jest zgodna z obowiązującym
regulaminem i cennikiem.
W związku z powyższym żądam przywrócenia stanu zgodnego
z umową oraz cennikiem i zgodnie z regulaminem, żądam
zwrotu abonamentu za okres nienależytego świadczenia usługi.

W przypadku formy pisemnej dobrze byłoby dopisać
iż kopia tego listu została wysłana do:

-Urzędu ochrony Konkurencji i Konsumenta
-Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty

I wysłać takowe kopie na adresy podane poniżej.
Wraz z informacją iż jest to treść zgłoszenia reklamacyjnego z dnia....

Niestety takie działanie kosztuje 10zł ale wydaje mi się, że zyski mogą być
znaczące.

Adresy Urzędów

URZĄD REGULACJI TELEKOMUNIKACJI I POCZTY
ul. Kasprzaka 18/20, 01-211 Warszawa

Urzędu ochrony Konkurencji i Konsumenta
poczczególne delegatury:

ul. Powstańców 41a, 40-024 Katowice
Pl. Szczepański 5, 31-011 Kraków
ul. Walońska 3-5, 50-413 Wrocław
Al. Piłsudskiego 8, 90-051 Łódź
ul. Dolna 3-go Maja 5, 20-079 Lublin
Pl. Powstańców Warszawy 1, 00-950 Warszawa
ul. Zielona 8, 61-851 Poznań
ul. Jagiellońska 34, 85-097 Bydgoszcz
ul. Podwale Przedmiejskie 30, 80-824 Gdańsk

Zasięg terytorialny jest na stronie
http://www.uokik.gov.pl/index.php?id=delegatury&lang=0&samSession=28f...


  Prezydent Kutna przegania busiarstwo
...zakazując korzystania prywatnym przewoźnikom z przystanków MZK.

http://infobus.com.pl/text.php?id=8553
------------------
Gmina Kutno naruszyła prawo nieudostępniając niezależnym przewoźnikom
przystanków autobusowych - uznał Prezes UOKiK i nałożył karę w wysokości 25
tys. złotych.
Gmina Kutno naruszyła prawo nieudostępniając niezależnym przewoźnikom
przystanków autobusowych - uznał Prezes UOKiK i nałożył karę w wysokości 25
tys. złotych. W toku postępowania Prezes UOKiK ustalił, że od października
2004 roku do października 2005 roku trzech przedsiębiorców świadczących
usługi przewozowe na terenie Kutna nie otrzymało od prezydenta miasta,
jedynego zarządcy dróg gminnych, zgody na korzystanie z przystanków
autobusowych na planowanych trasach. Zdaniem Prezesa UOKiK, władze
samorządowe nadużywając pozycji rynkowej ograniczyły w ten sposób dostęp do
rynku potencjalnym konkurentom. W opinii Prezesa Urzędu, gmina naruszyła
także zasadę równego traktowania wszystkich przewoźników na swoim terenie,
poprzez uprzywilejowanie wybranych przedsiębiorców. MZK i PKS uzyskali
bowiem zgodę na zatrzymywanie się na wybranych przystankach. Ponadto, gmina
odmawiając dostępu trzem wybranym przewoźnikom naruszyła swobodę
prowadzenia działalności gospodarczej. Zgoda na korzystanie z przystanków
jest bowiem warunkiem koniecznym dla uzyskania zezwolenia na wykonywanie
przewozów. W związku z powyższym Prezes UOKiK uznał działanie gminy Kutno
za praktykę ograniczającą konkurencję i wezwał do zaniechania jej
stosowania oraz nałożył karę pieniężną w wysokości 25 tys. złotych. Sankcja
finansowa tej wysokości ma pełnić funkcję prewencyjną i represyjną. Decyzja
nie jest prawomocna. Przysługuje od niej odwołanie do Sądu Ochrony
Konkurencji i Konsumentów.
------------------

Również na jednym z kutnowskich forów pojawiła się dyskusja na ten temat,
chociaż w wątku o... likwidacji pociągów osobowych na trasie Płock-Kutno:
http://kutno.net.pl/page/forum/forum.php?wybierz_temat&temat=8383

------------------
Marcin Motylewski
Takie są skutki, jak prezydent nie dopuszcza konkurencyjnych przewoźników do
miasta posługując się wymówką o zbyt dużym ruchu. W Łodzi jest większy i
busy innych firm dostają zezwolenie na korzytanie z miejskich przystanków.
Teraz to już na pewno nic się nie zmieni, bo pracownik MZK został
przewodniczącycm Rady Miasta...  A PKS przy okazji też...
Nieśmiało i złośliwie przypominam, że moje oświadczenie w tej sprawie
podczas kampanii wyborczej zostało wysłane do wszystkich mediów i tylko
jeden portal je zamieścił. I nie było to niestety KCI...

zainteresopwany z korzystania
Panie Marcinie ale proszę powiedzieć za przeproszeniem: 'co ma piernik do
wiatraka'? Co mają pociągi do Płocka z komunikacją miejską?
Najwyraźniej chciał Pan znów zaistnieć! A może w takim razie trzeba zapełnić
lukę po zlikwidowanych pociągach i 'wjechać' w tę nisze z konkurencyjnymi
cenami i bardziej elastycznymi przewozami w stosunku do 'gburowatego'
PKS-u!
W tym wypadku akurat dużo. Zakazując korzystania z przystanków konkurentom
MZK, prezydent musiał także zakazać konkurentom PKS, bo jakby uzasadnił
potem takie nierówne traktowanie? A konkurenci PKS to również konkurenci
PKP.

Marcin Motylewski
'Co mają pociągi do Płocka z komunikacją miejską?'
W tym wypadku akurat dużo. Zakazując korzystania z przystanków konkurentom
MZK, prezydent musiał także zakazać konkurentom PKS, bo jakby uzasadnił
potem takie nierówne traktowanie? A konkurenci PKS to również konkurenci
PKP.
------------------


  Telewizja kablowa
UOKiK ostrzega: uważajcie na kablówki
(PAP, tm/26.06.2007, godz. 16:41)

Telewizje kablowe naruszają interesy klientów, m.in. przez ograniczanie liczby programów dostępnych w ofercie - wynika ze skarg, jakie otrzymuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK).
W umowach zawieranych z klientami kablówek pojawiają się postanowienia, które wcześniej zostały zakwestionowane przez sąd i wpisane do rejestru klauzul niedozwolonych" - napisano także w komunikacie UOKiK.

Chodzi m.in. o to, że niektórzy właściciele kablówek przyznają sobie prawo do jednostronnej zmiany warunków umowy (np. ograniczają liczbę programów, albo je zamieniają). Do tego utrudniają abonentom reklamowanie takich praktyk i uniemożliwiają im odstąpienie od umowy.

Ostatnio prezes UOKiK wydał decyzje nakazujące zmianę niezgodnej z prawem praktyki przedsiębiorcom z firm "Przedsiębiorstwo Automatyki i Telekomunikacji" z Tomaszowa Mazowieckiego, "Przedsiębiorstwo Handlowo - Usługowe Satel" z Kielc" oraz "Astra Media" z Łodzi - poinformowano w komunikacie.

Jak napisał UOKiK, w toku postępowań stwierdzono, że dostawcy zastrzegają sobie prawo do zmiany wysokości miesięcznej opłaty abonamentowej, bez wcześniejszego poinformowania o tym użytkowników. Konsumenci dowiadują się o tym, otrzymując książeczkę abonamentową z nową (wyższą) opłatą. Tymczasem umowa jest tak skonstruowana, że klienci nie mają możliwości jej wypowiedzenia.

Kolejna pułapka, jaką zastawiają niektóre kablówki na swych abonentów, to zapis w umowie, w którym gwarantują sobie możliwość zmiany oferty programowej w wyniku "działania sił wyższych", co - w ich rozumieniu - oznacza również przyczyny techniczne. W efekcie takich praktyk klient, któremu ulubioną stację zamieniono na kompletnie go nieinteresującą, i tak musi płacić abonament.

Kolejne nieprawidłowości kablówek, których dopatrzył się UOKiK, to ograniczanie prawa do wniesienia reklamacji dot. np. "nienależytego wykonania umowy". W niektórych przypadkach przedsiębiorcy zobowiązali konsumentów, by w razie wystąpienia usterki zawiadomili o niej w "nieprzekraczalnym terminie pięciu dni".

Urząd przypomina, że przepisy są jasne i przyznają klientom znacznie dłuższe terminy składania reklamacji, np. 12 miesięcy od ostatniego okresu rozliczeniowego, w którym usługa została źle wykonana lub miała być wykonana.

Jak powiedział PAP prezes kieleckiego Satela Rafał Górski, jego firma nie będzie odwoływać się od decyzji prezesa UOKiK i się jej podporządkuje. Z władzami pozostałych firm wymienionych przez UOKiK, do momentu nadania depeszy, nie udało się PAP skontaktować.



Co o tym sądzicie???
Ja widzę że nasza kablówka postępuje dokładnie tak jak w opisano w artykule. Niestety jest to monopol wśród telewizji kablowych w Wieluniu... więc zaakceptować? A może znacie jakieś ciekawe alternatywy?

  Miejskie wojny o przystanki
Miejskie wojny o przystanki
Kierowcy międzymiastowych autobusów zatrzymują się na żądanie pasażerów, ale tylko tam, gdzie pozwalają gminni urzędnicy. Efekt? W niektórych miejscowościach trudno wysiąść...

Zdaniem Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, samorządy miast na terenie woj. łódzkiego stosują monopolistyczne praktyki, odmawiając udostępniania przystanków autobusowych niezależnym przewoźnikom. Kary nałożono już na Kutno, Łęczycę i Łask, a ostatnio problemy z UOKiK ma samorząd Wielunia. Tamtejszy Urząd Miejski nie zgodził się na zatrzymywanie się na centralnym placu miasta autobusów firmy przewozowej z woj. opolskiego. Miasto proponowało w zamian przystanki położone poza centrum.

Choć firma przewozowa nie protestowała, zdaniem UOKiK, odmowa wieluńskich władz spowodowała, że przewoźnik nie mógł uzyskać pozwolenia na wykonywanie przewozów na zaprojektowanej linii. Wszczęto więc postępowanie antymonopolowe w sprawie nadużywania przez gminę pozycji dominującej na lokalnym rynku przystanków. Nie pomogły wyjaśnienia burmistrza i opinia policji, że wprowadzenie autobusów do zatłoczonego centrum spowoduje zagrożenie bezpieczeństwa ruchu. Urząd nakazał miastu zaniechanie stosowania praktyk monopolistycznych i nałożył 9 tys. zł kary.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, do którego odwołał się magistrat, utrzymał decyzję w mocy. Prezes UOKiK argumentuje, że ustawa o drogach publicznych gwarantuje każdemu przewoźnikowi uprawnienie do korzystania z przystanków. W Wieluniu korzysta z nich bez ograniczeń miejscowy PKS.

- Ale PKS obsługuje komunikację miejską, wykonując zadanie gminy - oponuje burmistrz Mieczysław Majcher. - Wyrok sądu jest wbrew logice. To tak, jakby zrobić przystanek autobusowy na rynku w Krakowie. Zwróciliśmy się o uzasadnienie wyroku i zamierzamy się odwoływać.

Jak twierdzi Małgorzata Cieloch, rzecznik UOKiK, przypadki karania samorządów za wykorzystywanie, wbrew regułom konkurencji, silnej pozycji na lokalnym rynku są dość powszechne.

W woj. łódzkim 10 tys. zł kary urząd wymierzył Łaskowi, 18 tys. zł Łęczycy, a Kutno ma zapłacić 25 tys. zł . Kielce za podobne przewinienie zapłaciły 40 tys. zł.

- Nasz urząd zgodnie z kompetencjami ma możliwość sprawdzenia, czy gminy nie powodują zaburzenia konkurencji. Podobnych postępowań jest wiele - mówi Małgorzata Cieloch. I dodaje, że te samorządy, które nie dostosują się do decyzji prezesa, będą ponownie ukarane.

Niektóre, jak samorząd Kutna, szukają ratunku w sądzie. Miasto odwołało się od decyzji UOKiK do warszawskiego sądu, a ten uchylił decyzję Urzędu. Powód był jednak proceduralny: decyzję skierowano do "gminy Kutno" zamiast do "gminy - miasta Kutno".

Tymczasem w sprawie Łęczycy sąd utrzymał decyzję UOKiK. Żeby uniknąć kary w przyszłości, władze miasta podpisały umowę z przewoźnikiem i pozwoliły mu zatrzymywać się w centrum.

Zdaniem Andrzeja Orłowskiego, prezesa firmy Orland z Zawadzkich, która starała się o przystanek w Wieluniu, monopolistyczne działania prowadzą przede wszystkim przedsiębiorstwa, bazujące na dawnych państwowych PKS. Bardzo niechętnie udzielają zgody na korzystanie z dworców: - PKS w Wieluniu zgodziło się na to po długich negocjacjach i nasze autobusy na trasie Płock - Brzeg będą mogły się zatrzymywać na tamtejszym dworcu. Wiele miast nam pomaga, wyznaczając wygodne przystanki w centrum, ale są też takie, jak np. Łódź, gdzie PKS nie dopuszcza na dworce innych przewoźników. (mim)
Żródło Dziennik Łódzki 2007-05-29
http://www.dziennik.lodz.pl/



Popieram stanowisko władz miejskich.
1.) Autobusy powinny zatrzymywac się na dworcach a nie na starówkach.
2.)Zarządca danego dworca nie powinien miec prawa odmowy konkurencji wjazdu na dany dworzec.
3.) Później wychodzą takie kwiatki jak:
a) Autobus PKS Ostrów Wlkp relacji Kępno - Katowice (zamiast pociągu) w Częsochowie zatrzymuje się tylko na Rynku Wieluńskim i nie wieżdża na dworzec.
b) Autobus PKS Sanok relacji Sanok- Kołobrzeg po wyjeźdźie z wieluńskiego dworca następny przystanek ma dopiero w Koninie chociaż przejeżdza przez Sieradz i Turek.

  Witajcie w starej bajce
Kontrola dopalaczy

Zamknięto sklep z dopalaczami w Śródmieściu. Na razie nie wiadomo jednak na jak długo. Rozpoczęła się kontrola skarbowa we wszystkich takich sklepach w Polsce.
Warszawski sklep z dopalaczami

* Komisja Zdrowia rozpoczęła prace nad ustawą zakazującą "dopalaczy"

"Sklep nieczynny z powodu kontroli skarbowej" - taki napis pojawił się wczoraj po południu na drzwiach sklepu z dopalaczami, który od ponad dwóch miesięcy działa na tyłach kamienicy przy ul. Nowy Świat.

Punktualnie o godz. 14 czyli w momencie otwarcia sieci sklepów (w całej Polsce jest ich ok. 40 m.in. w Krakowie, Łodzi, Olsztynie) wkroczyli do niego celnicy i pracownicy Urzędów Kontroli Skarbowej. - Nie wyłamywali drzwi, ale zdarzały się przypadki, gdy wypraszali klientów - mówi pracownik sieci tych sklepów.

W placówkach tych legalnie można kupić tzw. smarty czyli na razie nie zakazane w Polsce narkotyki syntetyczne. W składzie niektórych tabletek znajduje się m.in. BZP - substancja podobna do działania amfetaminy. Składnik ten w wielu krajach Unii Europejskiej i USA jest traktowany jak narkotyk i zdelegalizowany. W Polsce jest legalny.

Ministerstwo Zdrowia przygotowało nowelizację ustawy o przeciwdziałaniu narkomani do której wpisało na listę nielegalnych substancji BZP oraz 18 innych składników wchodzących w skład dopalaczy. - W tej chwili jest ona w komisji zdrowia, na dniach powinna zostać przyjęta przez Sejm - ocenia Jakub Gołąb, rzecznik ministerstwa.

Na razie nie wiadomo jak dopalacze działają na organizm konsumentów. Lekarze w Łodzi, gdzie otworzono pierwszy taki sklep, mieli do czynienia z kilkoma osobami, które zatruły się tymi produktami.

- Rozpoczętą właśnie kontrolę koordynują urzędy kontroli skarbowej w całym kraju - mówi Magdalena Kobos, rzecznik Ministerstwa Finansów. Urzędnicy fiskusa razem z celnikami mają sprawdzić legalność pochodzenia sprzedawanych towarów, prawidłowość płacenia podatków dochodowych i VAT. - To pierwszy etap naszych działań. W dalszej kolejności kontrola zajmie się sprzedażą prowadzoną przez internet - zapowiada rzecznik ministerstwa. Prawdopodobnie potrwa ona do końca stycznia.

Wszystko wskazuje na to, że nie będzie to ostatnia kontrola sklepów z dopalaczami. - Wystąpiliśmy do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów o kontrolę czy nie wprowadzają klientów w błąd. Na oferowanych produktach znajdują się napisy o działaniu ubocznym a jednocześnie informacje, że nie nadają się one do spożycia przez ludzi. Przecież to jawna kpina z prawa - mówi Jakub Gołąb, rzecznik Ministra Zdrowia.

Pomimo nalotu na sklepy z dopalaczami właściciele sieci nie wpadają w panikę. - Na czas kontroli sklepy zostały zamknięte, natomiast nasi prawnicy sprawdzają legalność sposobu działania kontrolerów - informuje Piotr Domański, rzecznik sieci sklepów.
SUPER,ŻE JE ZAMKNELI.

  Edukacja ekologiczna
Eko-logiczna Polska: razem zmienimy nasze środowisko

Hasło "ekologia" spowszedniało i znudziło się. I choć trudno o termin, który przez ostatnie dziesięciolecia zrobił większą karierę, to jego nadużywanie powoduje, że traci on swoje pozytywne znaczenie.

Mamy ekologiczne problemy, ekologiczną żywność, ekologiczną turystykę, ekologiczne ubrania, ekologiczne kosmetyki, ekologiczny transport i ekologiczny rozwój. Ten kryzys urodzaju spowodował, że ekologia kojarzy się też z eko-terrorystami, którzy każdy element życia człowieka chcą podporządkować naturze. Albo z biznesem, który nadużywa hasła "ekologia", by wcisnąć nam niepotrzebne produkty.

Równocześnie atakują nas z wszystkich stron apokaliptyczne wieści o ociepleniu klimatu, kończących się zasobach surowców i wymierających coraz to nowych gatunkach zwierząt i roślin.

I co? I nic. Jakoś nie widać, byśmy masowo rzucili się segregować śmieci, oszczędzali prąd, wodę i papier czy kupowali naturalną żywność. Bo chociaż panuje moda na ekologię, to do ochrony środowiska przekonać nas bardzo trudno. Szacunek dla środowiska oznacza bowiem samoograniczenie. Ekologia stała się słowem wytrychem za którym łatwo się schować, ale którego wprowadzać w życie się na nie chce. Bo: nie mamy czasu, pieniędzy, nie wiemy jak i po co. Powód zawsze się znajdzie.

Efekt: tylko znikoma liczba Polaków aktywnie uczestniczy w ochronie środowiska. Choć, jak wynika z najnowszych badań przeprowadzonych przez Eurobarometr, większość z nas uważa, że jakość środowiska przekłada się na jakość życia. Kiedy mówi się o środowisku, 26 proc. Polaków w pierwszym rzędzie myśli o krajobrazie, 20 proc. o zanieczyszczeniu w miastach, a 17 proc. o ochronie przyrody. Tylko dla 4 proc. z nas pierwszym skojarzeniem ze środowiskiem jest jakość życia w najbliższym otoczeniu.

Dlatego ruszając z akcją społeczną "Eko-logiczna Polska" nie chcemy nudzić o pozostawianiu planety dla przyszłych pokoleń, walce o lasy deszczowe i ochronie waleni. Nie chcemy też przekonywać do jednorazowego wyłączenia światła na godzinkę.

Na początek zabawimy się, niczym w czasach PRL w zbiórkę makulatury. Tyle, że to co było zgrzebne i nudne postaramy się Państwu uprzyjemnić. W siedmiu miastach - Warszawie, Poznaniu, Wrocławiu, Krakowie, Katowicach, Łodzi i Gdańsku - za 5 kg gazet będziemy rozdawać sadzonki drzewek.

Malkontentów, którzy oburzą się, pytając a cóż to zmieni?, uspokajamy: może zmienić wszystko. Bo choć 10 tysięcy sadzonek , które mamy do rozdania, to nic wielkiego, to 50 ton gazet, które dzięki temu chcemy zebrać, pozwoli ochronić 85 drzew i zaoszczędzić 1 325 000 litrów wody i 76 300 litrów ropy. Od dziś w "Polsce Dzienniku Zachodnim" publikować będziemy całą serię tekstów - reportaży, wywiadów, listów. Nie chcemy budzić opinii publicznej, chcemy obudzić Polaków. Chcemy pokazać, że tylko wtedy, gdy ekologia stanie się integralną częścią życia każdego z nas, możliwa jest realna zmiana. Nie musi być to drogie i skomplikowane, ale wprost przeciwnie: bycie pro-eko uczyni życie łatwiejszym, bardziej przyjaznym, pozwoli zaoszczędzić i najzwyczajniej w świecie czuć się lepiej.

Chcemy, by obudzili się w nas świadomi swoich praw do zdrowego środowiska konsumenci i chcemy, byśmy sami potrafili to prawo na biznesmenach, politykach i urzędnikach wymóc.

Źródło:
Dziennik Zachodni

  Remont trasy Łódź-Warszawa

Ciężka dola jadącego do Warszawy
Piotr Anuszczyk
2006-09-04, ostatnia aktualizacja 2006-09-05 11:27
Pasażerowie już po jednym dniu obowiązywania nowego rozkładu mają dość PKP. Zamierzają założyć stowarzyszenie i z pomocą Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta walczyć o swoje prawa.
Nowy rozkład połączeń z Warszawą to gorący temat. Przypomnijmy - od poniedziałku pociągi do Warszawy kursują rzadziej, w mniej dogodnych porach, a czas podróży wydłużył się do ponad 2,5 godziny. Ograniczenia w ruchu wymusiły remonty torowiska (na kilku odcinkach pociągi mają do dyspozycji tylko jeden tor). PKP Przewozy Regionalne, zapewniają, że działają w interesie klientów, bo po zakończeniu remontu w 2012 przejazd do Warszawy ma trwać niecałe 1,5 godziny. - Ok, rozumiemy, że remont jest potrzebny. Ale nie godzimy się na to, by przez ten czas traktowano nas jak zło konieczne - mówi Dominik Wolski, informatyk dojeżdżający do pracy w stolicy. O co konkretnie walczą pasażerowie? - Po pierwsze oczekujemy rzetelnej informacji. Chcemy wiedzieć, jak długo potrwa remont konkretnych odcinków, jaki będzie rozkład jazdy za dwa miesiące, kiedy powróci skład "Łodzianin" oraz czy PKP planuje jakieś obniżki cen do czasu zakończenia remontu - wyjaśnia Wolski.

PKP PR nie chcą komentować akcji pasażerów - W imieniu przewoźnika przepraszam za bieżące utrudnienia. Zapewniam, że zmiany w opłatach za bilety są rozważane, ale nie zapadały jeszcze żadne decyzje - mówi Łukasz Kurpiewski, rzecznik PKP PR.

Wszystko wskazuje na to, że wprowadzenie nowego rozkładu przerosło organizacyjnie przewoźnika. Informacja pasażerska PKP zamiast pomagać pasażerom wprowadza ich w błąd. O ile jeszcze w Łodzi wydrukowano ulotki i plakaty z informacją o zmianach w rozkładzie, to w Warszawie nikt się łodzianami nie przejmuje. Osobiście sprawdziliśmy to wczoraj rano w kasach PKP na Dworcu Centralnym. Według tamtejszej informacji nie ma pociągu relacji Warszawa - Łódź o godz. 9.20. Gdy pokazaliśmy rozkład wydrukowany ze strony internetowej PKP, w którym pociąg widnieje, zapanowała konsternacja. W końcu poradzono nam "udanie się na peron i sprawdzenie, bo może faktycznie przyjedzie". Na peronie pusto i tylko dwoje turystów pytało nas, czy stąd odjedzie pociąg do Łodzi. Niestety, mogliśmy doradzić jedynie czekanie. W końcu nadjechał pociąg "widmo" (wyświetlacz na tablicy odjazdów o nim nie informował). O politykę informacyjną zapytaliśmy konduktorów. - W Warszawie panuje jeden wielki bałagan z rozkładami. Wiemy o tym, bo o nowy rozkład pyta nas co druga osoba - mówią.

- To, co teraz zaproponowała nam PKP, przechodzi wszelkie granice - mówi Wolski. - Porozmawiałem ze znajomymi i doszliśmy do wniosku, że nie możemy tego tolerować. Bo pracodawcy też nie będą wiecznie tolerować naszych spóźnień. Od dziś zbieramy w pociągu podpisy pod protestem, jaki złożymy w Urzędzie Ochrony Konkurencji i Konsumentów. A jeśli to nie pomoże, założymy stowarzyszenie, by skutecznie walczyć o swoje prawa. Jeśli ktoś chce się włączyć w naszą akcję, to zapraszam, mój e-mail to: wolf77@o2.pl.


  Z łezką w oku...
W Kołobrzegu nawet 500 osób mogło paść ofiarą firmy Telebanker - zajmującej się usługami bankowymi. Przed weekendem okienko przyjmujące opłaty było nieczynne, w poniedziałek zawisła na nim kartka, że jest zamknięte z powodu... choroby.
To kolejna upadłość firmy, zajmującej się przyjmowaniem opłat. Mimo takich plajt nadal co szósty z nas - 13 proc. Polaków - płaci rachunki przez pośredników, którzy działają tylko i wyłącznie na podstawie wpisu do ewidencji gospodarczej w gminie.

Jako nacja w czasach kryzysu finansowego zachowujemy się bardzo nierozsądnie. Ekscytuje nas upadek amerykańskich firm, a jednocześnie pod naszym nosem padają tacy, którzy nas samych narażają na straty. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyznaje się do bezradności w razie upadku okienka. Tłumaczy, że w Polsce nie ma obecnie przepisów regulujących wprost kwestie związane z funkcjonowaniem "okienek kasowych". W przypadku kolejnej plajty znów muszą zapłacić klienci.

Opłacając codzienne rachunki jako konsumenci korzystamy z różnorodnych form przekazu pieniędzy wierzycielom. Największą popularnością, według badań TNS OBOP zleconych przez UOKiK, wciąż cieszą się tradycyjne sposoby: poczta, oddział banku, inkasent oraz punkty obsługi klienta.

Jednak wciąż dla 13 proc. z nas liczy się także cena usługi i dogodna lokalizacja. A ponieważ agencji obsługujących rachunki na osiedlu nie brakuje i biorą one niewielkie opłaty za swoje usługi - chętnych nie brakuje. Z ich usług korzysta 13 proc. Polaków.

Tegoroczne spektakularne bankructwo firmy Okienko Kasowe, przyjmującej od setek tysięcy Polaków opłaty za różne rachunki, nie było wystarczającym ostrzeżeniem. Telebankerowi ludzie powierzali swoje rachunki - tymczasem od lipca nie wpływały one do spółdzielni, elektrowni, gazowni, operatorów telefonicznych... Ludzie powierzali tej firmie rachunki - bo brała za ich przesłanie najmniej: na początku 99 groszy, ostatnio 1,50 zł.

Czy wiarygodna jest firma, której właściciel postanowił zabawić się w bankowca? Prawo nie wymaga, aby prowadzący agencję finansową miał koncesję. Nie traktuje się też jej jako tzw. działalności regulowanej - pośrednik może więc działać jako osoba fizyczna prowadząca działalność gospodarczą. Skutek? Krystyna Sieroń z Chorzowa wpłaciła ratę na konto Deutsche Bank. Okrągłe 438 złotych - jak co miesiąc. Do tego rata na AIGO 108,96 zł. Przesłała pieniądze poprzez Okienko Kasowe - punkt tanich opłat. To upadło, pozostawiając na lodzie setki tysięcy klientów. Krystyna Sieroń wyznała nam: - Musiałam zapłacić jeszcze raz. Bank postraszył mnie windykatorem. Moje pieniądze nie dotarły.

Klienci Okienka Kasowego do dziś nie odzyskali swoich pieniędzy, śledztwo jest w toku. Takich przypadków było więcej. Grosik, Płatnik, Agencja MM, Multikasa, Okienko Kasowe - płatności setek tysięcy osób w całym kraju przepadły. Mimo to w agencjach przyjmujących rachunki reguluje je milion Polaków, według Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów- 13 proc. Najczęściej - mieszkańcy miast od 101 tys. do 500 tys., gdzie na każdym kroku mają jak nie bank, to pocztę, ale tam jest drożej. Decydują się na tak ryzykowną płatność w sytuacji, gdy nie istnieją ustawowo określone mechanizmy kontroli ich działalności, nie ma również organu nadzoru.

- Oprócz oszczędności czasu i pieniędzy należy zwrócić uwagę przede wszystkim na wiarygodność naszego pośrednika - akcentuje Małgorzata Cieloch, rzeczniczka UOKiK. - Widząc zagrożenia dla konsumentów korzystających z usług nieuczciwych punktów płatniczych typu "okienka kasowe", popiera prace związane z tworzeniem nowych regulacji. W szczególności zasadne jest stworzenie organu nadzorującego tego typu podmioty, co zminimalizowałoby skutki ewentualnych nieprawidłowości działania takich punktów płatniczych.

Na razie radzi, by korzystać z placówek polecanych przez wystawców rachunków. Zmniejsza to ryzyko przekazania pieniędzy nieuczciwym przedsiębiorcom. Poza tym - trzeba dokładnie czytać regulaminy świadczenia usług - głównie warunki dotyczące terminów przekazania przez pośrednika naszych pieniędzy wierzycielowi, bo często sięgają one kilkunastu dni. W sytuacji nawet kilkudniowych opóźnień odbiorca ma prawo żądać od nas odsetek za zwłokę. Jeśli pomimo przekazania pieniędzy pośrednikowi nie dotarły do ostatecznego odbiorcy, np. gazowni - należy jak najszybciej wyjaśnić z nim problem. Przede wszystkim mamy prawo domagać się zwrotu zapłaconej kwoty w związku z nienależytym wykonaniem zobowiązania. Prawo do jej odzyskania przysługuje nam także w przypadku upadłości przedsiębiorcy - ale życie pokazuje, że nie jest to łatwe. Jeśli natomiast pośrednik dopuści się oszustwa, powinniśmy zawiadomić o tym fakcie prokuraturę lub policję.

Jak uczy doświadczenie - śledczy dość długo robią swoje. Tymczasem na oczach całej Polski - w tym i władz wszelkiego typu - do okienek spływa miesięcznie przynajmniej 50-70 mln różnych faktur. Na prowizje pośredników działających tylko na podstawie wpisu w gminie wydajemy co miesiąc około 100 mln zł, czyli ponad miliard złotych rocznie.
Dziennik Zachodni

  Lotnisko w przyszłości
Zaczynają się problemy z dalszą rozbudową. Chwilowo wstrzymają pieniądze w budźecie, firmy stracą do lotniska zaufanie... Przeczytajcie sobie co napisali w "GW"

"Unijni eksperci nadal badają, czy przyznanie łódzkiemu portowi rok temu budżetowej dotacji było zgodne z prawem. Brak decyzji oznacza dla Łodzi gigantyczne tarapaty.

Władze lotniska liczyły, że w styczniu otrzymają z UE odpowiedź, czy wydanie 25 mln zł na rozbudowę pasa startowego było zgodne z prawem. Dopóki bowiem odpowiedzi nie ma, budżetowa dotacja pozostaje "zamrożona" na kontach urzędu wojewódzkiego, a lotnisko nie ma czym zapłacić wykonawcom. I niestety, wszystko wskazuje na to, że sytuacja ta się prędko nie zmieni: Komisja Europejska nadal uważnie bada sprawę. - Okazało się też, że przed podjęciem decyzji musimy zadać kilka dodatkowych pytań polskim władzom - mówi Anne Georgy, rzeczniczka Komisji Europejskie. Potwierdza to Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, który prowadzi korespondencję w imieniu Polski: - Zostaliśmy poproszeni m.in. o przekazanie szczegółowych informacji dotyczących dokładnej wysokości środków przekazywanych na poszczególne inwestycje w ramach projektu rozbudowy lotniska; powodów tak szybkiego wzrostu ruchu pasażerskiego na lotnisku i dalszych prognoz jego wzrostu; zasad finansowania lotniskowej straży pożarnej; rynku portów lotniczych w Polsce, w tym głównych konkurentów łódzkiego lotniska. Od razu przesłaliśmy te pytania do Łodzi - mówi Aneta Styrnik, rzeczniczka UOKiK.

Urząd miasta zapewnia, że potraktował sprawę priorytetowo: - Nadaliśmy tej sprawie najszybszy możliwy bieg. KE przysłała nam 15 stron pytań, ale na większość z nich odpowiadaliśmy już we wcześniejszej korespondencji. Przygotowaliśmy jednak wszystkie informacje i odesłaliśmy je natychmiast komisji. Na miejscu tej sprawy pilnują również przedstawiciele łódzkiego biura w Brukseli - mówi Marek Michalik, wiceprezydent Łodzi.

Niestety, obecny pośpiech nie uchroni lotniska od kłopotów. - Odpowiedź wysłana, ale mimo to jest bardzo źle - przyznaje Leszek Krawczyk, prezes lotniska. - Mamy poważne problemy z wykonawcami. Przez to, że nie możemy im zapłacićm, mogą mieć problemy w startowaniu w kolejnych przetargach. Co gorsza, 25 stycznia firmy muszą zapłacić VAT, a na razie nie mają nawet z czego zapłacić własnym pracownikom - dodaje Krawczyk.

Prace prowadziło konsorcjum firm Remo-Bud, Przedsiębiorstwo Robót Drogowych KRAL Łódź, Zakład Drogownictwa i Inżynierii Łódź oraz El-instal Łódź. - Tragedia wisi w powietrzu. Jeśli do 25 stycznia nie dostanę od lotniska pieniędzy, to urząd skarbowy zajmie mi konto - mówi Andrzej Wójcicki, prezes KRAL. - Pretensji do lotniska nie mam, bo widać, że szukają rozwiązania. Ma nim być kredyt, ale dokapitalizowanie spółki. Ale nawet jeśli wszystko skończy się dobrze, to uważam, że polscy urzędnicy powinni przejść jakieś obowiązkowe szkolenia z prawa europejskiego.

Jak doszło do tego, że finanse polskiego regionalnego lotniska zainteresowały Komisję Europejską? Wszystko zaczęło się niemal równo rok temu, gdy udało się wywalczyć z budżetu państwa 25 mln na rozbudowę portu im. Władysława Reymonta. Ponieważ jednak nasze lotnisko nie należy do transeuropejskiej sieci transportowej, to o przekazaniu pieniędzy należało zawiadomić Unię Europejską. Takie oficjalne powiadomienie tzw. notyfikacja to w unijnym prawie nic nadzwyczajnego. Unijni eksperci chcą po prostu mieć pewność, że państwa członkowskie nie naruszają zasad rynkowej konkurencji. A łódzki port, którego udziałowcami są urząd miejski, marszałkowski i aeroklub potraktowano trochę jak prywatną spółkę. Jednak w przypadku skromnych 25 mln zł początkowo nie było podstaw do obaw. Niestety, zamiast zaraz po przyznaniu budżetowych pieniędzy wysłać do UE notyfikację z opisem, jak mają być wydane, polscy urzędnicy postanowili czekać. Dokumentacja krążyła więc między lotniskiem, urzędami miasta, marszałka i wojewody, Ministerstwem Transportu i Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Efekt? Notyfikacja trafiła do UE w połowie listopada, gdy kończyły się już prace przy wydłużaniu pasa startowego."

  Lofty - ul. Tymienieckiego 25
Łódzkie lofty na czarnej liście

26.07.2007

MNE Inwestments, budująca "Lofty u Scheiblera", oraz 8 innych firm z regionu znalazło się na czarnej liście developerów, ogłoszonej wczoraj przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów.

Wobec pięciu developerów zostało wszczęte postępowanie o naruszenie zbiorowych interesów klientów, które może się skończyć nałożeniem przez UOKiK wielomilionowych kar finansowych (do 10 procent ubiegłorocznego przychodu). W tej grupie są:

1. Tom-Bud ze Zgierza - upominany już w ubiegłym roku przez UOKiK za stosowanie nieuczciwej reklamy mieszkań przy ul. Okoniowej na łódzkim Radogoszczu (chodziło o podawanie cen netto, znacznie niższych od faktycznych kosztów zakupu nieruchomości).
2. Zeptri-Rembud - znana firma, mająca na koncie inwestycje w Łodzi przy ul. Jutrzenki, Liściastej, Przybyszewskiego, Tatrzańskiej, Wrześniewskiej i kilka innych.
3. M&K Concept - najbardziej znana inwestycja to apartamentowiec przy ul. 6. sierpnia w Łodzi.
4. Towarzystwo Budownictwa Społecznego w Zgierzu.
5. Eko-bud ze Skierniewic - inwestuje w woj. mazowieckim.

UOKiK skierował też do czterech firm pisma przedsądowe, wzywające do zaniechania nieuczciwych praktyk. Są to:

1. MNE Investments - spółka wchodząca w skład australijskiej grupy Opal, buduje słynne lofty, czyli luksusowe apartamenty w dawnej przędzalni Scheiblera przy ul. Tymienieckiego w Łodzi.
2. Ezbud z Tomaszowa - sprzedaje mieszkania na Olechowie, a także przy ul. Suchej na Widzewie.
3. Krysbud z Łodzi
4. Przedsiębiorstwo Wielobranżowe WALKO w Łodzi.

Dorota Urawska rzecznik MNE była bardzo zdziwiona, że UOKiK umieścił jej firmę na czarnej liście. - Od Urzędu dostaliśmy pismo z prośbą o wyjaśnienie jednego punktu w naszej umowie - powiedziała.

Jakie najczęściej grzechy popełniają developerzy? Z ustaleń UOKiK wynika, że na porządku dziennym jest zastrzeganie sobie przez nich prawa do zmiany ceny w trakcie budowy, ze względu np. na zmianę systemu podatkowego lub inflację. W ten sposób nabywcy, inwestując pieniądze we własne "M", nie wiedzą, ile ostatecznie przyjdzie im zapłacić.

Tradycyjnie już okazało się, że developerzy nierówno traktują siebie i klientów. Opóźnienia w budowie wiążą się często z czysto symboliczną karą dla developera. Gdy jednak to klient zawali, nie płacąc na czas, musi się liczyć z karnymi odsetkami, przekraczającymi 30 proc. w skali roku.

Według UOKiK, developerzy nie mają prawa zastrzegać, iż przez kilka miesięcy lub lat będą zarządzać budynkiem. Praktyka ta jest powszechna, tymczasem uniemożliwia ona wspólnotom mieszkaniowych wybór najlepszego zarządcy.


Apartamenty w dawnej fabryce Scheiblera to najgłośniejsza ostatnio inwestycja na łódzkim rynku mieszkaniowym

Piotr Brzózka - Dziennik Łódzki

  Bilety do kina będą jeszcze droższe!
Widzowie Silver Screena filmy będą oglądać w Multikinie. Wczoraj Grupa ITI, właściciel Multikina, kupiła konkurencyjną sieć multipleksów. Nie wiadomo za ile. Wiadomo za to, że bilety do kina będą drożeć.

Od początku roku ceny biletów w kinach wzrosły o 5 do 10 proc. I będą rosły dalej, bo Polacy nadal za bilet płacą poniżej średniej europejskiej, która wynosi 6,2 euro. Poza tym cały czas zmniejsza się liczba graczy na rynku, a co za tym idzie - maleje konkurencja.

Połknięcie przez Multikino Silver Screena to kolejna transakcja tego typu w ciągu ostatnich kilkunastu miesięcy. W połowie ubiegłego roku Centrum Filmowe "Helios" kupiło sieć Kinoplex. Nieco wcześniej Cinema City przejęła sieć Kinepolis.

Silver Screen należący do amerykańskiego funduszu Apollo Real Estate Advisors ma w Polsce pięć kin - trzy w Warszawie oraz po jednym w Łodzi i Gdyni. Te pięć kin kontroluje jednak aż 10,5 proc. krajowego rynku multipleksów (kin wielosalowych). Po połączeniu, jeśli zgodę wyrazi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów, Multikino będzie miało już 19 takich obiektów.

Kontrahenci, pieczętując umowę, nie oszczędzili sobie tradycyjnego dla biznesu oblewania miodem. Wojciech Kostrzewa, prezes Grupy ITI, stwierdził, że transakcja "z pewnością przyczyni się do dalszego rozwoju Grupy". Sean Bobbit, dyrektor zarządzający Silver Screena, powiedział zaś, że "cieszy się z osiągniętego porozumienia i połączenia potencjałów". Transakcja dla kinowego rynku oznacza jednak poważne zmiany.

Biletami i popcornem rządzi dziś niepodzielnie Cinema City. Izraelska spółka ma 34 proc. całego rynku kinowego w Polsce i grubo ponad 40 proc. multipleksów. Cinema City dobrze wykorzystało okres bezpośrednio po tzw. bańce kinowej (czasy "Ogniem i mieczem" oraz "Pana Tadeusza"), gdy sieci licytowały się, kto da więcej zarobić centrom handlowym za wynajem powierzchni. Cinema City połknęła wtedy ofiarę bańki - sieć Ster Century.

Grupa ITI, przejmując Silver Screena, chce rzucić wyzwanie Izraelczykom.

- Strategia Grupy ITI opiera się na dążeniu do osiągnięcia pozycji rynkowego lidera - zapowiada w komunikacje prasowym Kostrzewa.

Pierwszym krokiem w drodze do detronizacji lidera i manifestem potęgi Multikina miała być inwestycja w warszawskich Złotych Tarasach, które pretendują do roli najbardziej luksusowego centrum handlowego stolicy. Drugim jest właśnie połknięcie Silver Screena.

Branża o transakcji wypowiada się bardzo wstrzemięźliwie. - Nie komentujemy działań konkurencji - twierdzi Nisan Cohen zastępca dyrektora finansowego Cinema City International.



- Bardzo się cieszymy. To zakończenie procesu konsolidacji rynku. Nie ma już miejsca dla czwartego gracza - twierdzi Tomasz Jagiełło, prezes zarządu Centrum Filmowego "Helios".

Bardziej rozmowni są analitycy. - Na rynku pozostaną tylko trzy liczące się sieci: Cinema City, Multikino oraz Helios. Nikt z nich nie jest w stanie przejąć kogokolwiek, bo przekroczyłby od razu 50 proc. rynku. A wtedy "stop" powiedziałby UOKiK - twierdzi analityk proszący o zachowanie anonimowości.

Sieci zapewniają, że teraz rynek będzie rozwijał się "organicznie", czyli zamiast fuzji będzie budowanie kin od podstaw.

Według Jagiełły w Polsce cały czas jest miejsce na większą liczbę kin. - W Hiszpanii na jeden ekran kinowy przypada niespełna 11 tys. osób, w Czechach 15 tys., a we Francji nieco ponad 17 tys. W Polsce jest to 39 tys. mieszkańców. Potencjał rozwoju polskiego rynku kinowego jest więc ogromny - mówi szef Heliosa.

Polaków do kin zagnać jest jednak trudno - statystyczny rodak nie idzie tam nawet raz w roku. Do kina trafia zaledwie 0,85 Polaka rocznie. Reszta dociera w kolejnym roku.

To ponad trzy razy rzadziej niż Hiszpanie i półtora raza mniej niż Czesi. Biznes kinowy uchodzi też za zupełnie nieprzewidywalny. Napędzają go lokomotywy w postaci hitów - w ubiegłym roku na trzecią część "Shreka" skusiło się 3,4 mln osób, na "Katyń" Andrzeja Wajdy poszło 2,7 mln osób, a na "Testosteron" - 1,4 mln. Kiedy lokomotyw braknie - frekwencja siada.

Z roku na rok ma być ponoć jednak lepiej. W 2007 roku frekwencja w kinach wyniosła 32,6 mln widzów. To wynik o 600 tys. lepszy niż w roku poprzednim i tylko nieznacznie gorszy od rekordowego 2004 roku, kiedy sprzedano 33,4 mln biletów.

Kina zarabiają też coraz więcej pieniędzy - w 2007 roku sprzedały bilety za prawie 127 mln euro (dwa razy więcej niż siedem lat temu), z czego 109 mln pochodziło z multipleksów.

W kinie nie zarabia się jednak tylko na filmach. Aż 30-40 proc. przychodów multipleksów pochodzi z barów z przekąskami i reklam przed seansami.

Bo film w multipleksie ogląda się z colą i popcornem w dłoni.

Gazeta Wyborcza

Wcale mi sie to nie podoba

  Pierwsze zebranie naszej Wpólnoty
Witam.Przeczytałam wszystkie poprzednie posty i przychylam się do ogólnego niezadowolenia z narzucenia Nam Zarządcy wybranego przez developera.Skandaliczny jest okres na jaki została zawarta umowa z firmą zarządzającą.Myślę, że 36 mies. to trochę długi okres. Zresztą poszperałam trochę w necie i znalazłam na ten temat kilka artykułów, ktore być może zainteresują mieszkanców JP II 5. Pozdrawiam.

PSZN Oddział w Łodzi » Właściciel, a nie deweloper, ustali zarządcę

Właściciel, a nie deweloper, ustali zarządcę

Deweloperzy narzucają kupującym osoby, które będą zarządzały ich budynkiem, oraz czas sprawowania takiego zarządu. Łamią w ten sposób prawo - twierdzi Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów

Osoby, które kupują mieszkanie od dewelopera, zwracają przede wszystkim uwagę na zapisy wzorców umów dotyczących warunków realizacji inwestycji. Tymczasem nie tylko tam kryją się pułapki. Deweloperzy narzucają swoim klientom także niekorzystne zasady zarządzania nieruchomościami. O tym jednak kupujący mieszkania przekonują się dopiero, gdy w nich zamieszkają i powstanie wspólnota mieszkaniowa.

Zarządca na czas nieokreślony

- Deweloperzy narzucają siebie lub wskazanego przedsiębiorcę jako zarządcę nieruchomości - mówi Waldemar Jurasz z Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów. Nie byłoby w tym nic złego, gdyby okres sprawowania zarządu był krótki, wynosił nie więcej niż rok. Tymczasem jest inaczej. Wynosi minimum trzy lata. Coraz częściej wzory umów zastrzegają okres nawet siedmiu lat, podają, do jakiego konkretnie terminu zarząd będzie sprawowany (zazwyczaj jest on odległy), a nawet nie wyznaczają żadnego terminu (zarząd na czas nieokreślony).

Dodatkowy problem polega na tym, że kiedy już deweloper zawrze umowę sprzedaży mieszkania z pierwszym nabywcą, to bardzo trudno jest zmienić zasady sprawowania zarządu w kolejnych umowach. Ustawa o własności lokali mówi bowiem, że sposób zarządzania określony w pierwszej umowie wywiera skutek w wypadku kolejnych. Oznacza to, że gdyby deweloper sprzedawał kolejne mieszkanie, a kupujący zażądał krótszego okresu zarządzania, to trzeba byłoby zmienić poprzednio zawarte umowy. Utrudnienie polega dodatkowo na tym, że gdyby właściciele chcieli w przyszłości zmienić zarządcę, to muszą podjąć uchwałę, którą będzie musiał zaprotokołować notariusz. To kosztuje.

Sprzeczne z kodeksem

Takie zapisy są sprzeczne z art. 3851 kodeksu cywilnego. Mówi on, że postanowienia, które nie zostały uzgodnione indywidualnie z konsumentem, nie wiążą go, jeżeli kształtują jego prawa i obowiązki w sposób sprzeczny z dobrymi obyczajami i rażąco naruszają jego interesy. Tym samym są klauzulami niedozwolonymi. Jednocześnie Sąd Apelacyjny w Warszawie w wyroku z 22 listopada 2005 r. (sygn. VI ACa 177/2005) orzekł, że naruszenie dobrych obyczajów polega także na narzucaniu we wzorach przez dewelopera rozwiązań niezgodnych z przepisami prawa, w tym również względnie obowiązującymi, czyli takimi, które można ustalić w umowie (ale nie ma takiego obowiązku).

Apele i wyroki

UOKiK powołuje się naww. przepisy oraz art. 18 i 20 ustawy o własności lokali (dotyczące powierzenia lub wyboru zarządu).
- Zwracamy się do deweloperów o zaniechanie stosowania we wzorcach tego typu postanowień. Zazwyczaj to wystarcza i deweloperzy się z nich wycofują, zastępując je postanowieniami bardziej korzystnymi dla swoich klientów. Skracają przede wszystkim okres sprawowania zarządu do krótszego niż rok - mówi Waldemar Jurasz.

Sąd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wydał 18 maja 2005 r. wyrok (sygn. XVII Amc 86/03), na podstawie którego wpisano do rejestru niedozwolonych postanowień umownych klauzulę o powierzeniu przez dewelopera zarządu. Chodziło o sprawowanie zarządu przez trzy lata. Na tej podstawie UOKiK, jeżeli uzna, że zapis w kontrolowanym wzorcu umowy jest zbliżony do tego w rejestrze, może wydać decyzję stwierdzającą stosowanie praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów. Od niedawna ma prawo karać deweloperów, którzy nie chcą się dostosować do orzeczeń SOKiK.

Źródło: www.rzeczpospolita.pl

I jeszcze jeden podobny artykuł: http://www.zarzadca.pl/content/view/433/45/

  Sklepy będą mogły bezkarnie oszukiwać
Hulaj dusza, piekła nie ma - cieszą się nieuczciwi handlowcy. Hipermarkety i supermarkety będą mogły niemal bezkarnie oszukiwać nas na wadze i cenach towarów albo kusić fałszywymi promocjami. Z kolei u fryzjera czy kosmetyczki częściej znajdziemy zatrudnionych na czarno niewykwalifikowanych pracowników. A wszystko za sprawą bubla prawnego, jakim jest ustawa o swobodzie działalności gospodarczej przygotowana przez posła Janusza Palikota i jego komisję "Przyjazne państwo". Nowe przepisy, które częściowo już weszły w życie, a częściowo wprowadzone będą 31 marca, znacznie utrudnią przeprowadzanie kontroli, m.in. Inspekcji Handlowej czy Inspekcji Pracy.

Do tej pory było tak: inspektorzy Inspekcji Handlowej w każdej chwili mogli wejść na teren sklepu czy hipermarketu i od razu sprawdzić, czy wszystkie towary są prawidłowo zważone, czy ceny przy artykułach są zgodne z tymi w kasie, czy gratisy są rzeczywiście darmowe.

Teraz muszą wcześniej powiadomić sklep o zamiarze przeprowadzenia kontroli. Dopiero po siedmiu dniach od doręczenia zawiadomienia zyskają prawo do prowadzenia działań kontrolnych na terenie sklepu. Mało tego: przedsiębiorca będzie mógł złożyć zażalenie i w ten sposób jeszcze oddalić termin przeprowadzania kontroli.

Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów przyznaje, że nowe przepisy korzystne są dla przedsiębiorców, ale godzą w polskich konsumentów. - Uprzedzeni właściciele firm będą mieli czas na usunięcie wszelkich nieprawidłowości, a gdy kontrolerzy opuszczą sklep, będą mogli powrócić do starych praktyk - przyznaje Aneta Styrnik z UOKiK.

Bez uprzedzenia będzie można przeprowadzić tylko kontrolę uzasadnioną bezpośrednim zagrożeniami życia, zdrowia lub środowiska naturalnego, np. sprawdzić, czy towary nie są przeterminowane albo czy ich skład jest zgodny z deklarowanym.

Komisja "Przyjazne państwo" wiedziała, że wydaje przepis, który może być bublem. - Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów zgłaszał zastrzeżenia co do tych zapisów na etapie prac nad ustawą, ale zupełnie zignorowano nasz głos - mówi Aneta Styrnik z UOKiK.

Handlowcy odetchną także dlatego, że kontrole będą rzadsze. Nowe przepisy, które wejdą w życie pod koniec marca, wprowadzą limit liczby kontroli. Dlatego UOKiK spodziewa się, że w najbliższym czasie oficjalne statystyki poprawią się, ale tylko na papierze. W rzeczywistości nieprawidłowości będzie coraz więcej.

Z najnowszych danych Inspekcji Handlowej wynika, że w sklepach jest coraz więcej przeterminowanych towarów. Na przykład w tym tygodniu w hipermarkecie Real w Łodzi przy ul. Piłsudskiego znaleźliśmy przeterminowaną od trzech tygodni pastę Galea Tapenade z zielonych oliwek, pasztet myśliwski Rolnik, którego termin przydatności do spożycia minął 18 lutego i pasztety rybne Superfish przeterminowane o tydzień oraz dziesięć dni. To wynik jedynie zwykłych, szybkich zakupów...

Katarzyna Petrykowska z działu public relation sieci Real zapewnia, że takie przypadki zdarzają się tylko incydentalnie, a wewnętrzna kontrola firmy... tych produktów nie znalazła. - Na bieżąco kontrolujemy daty przydatności do spożycia, zdarzają się jednak sytuacje, że któryś spośród kilkudziesięciu tysięcy produktów na naszych półkach okaże się przeterminowany. Jest to przeoczenie pracownika - tłumaczy.

Tymczasem, jak wynika ze statystyk Inspekcji Handlowej, przeterminowanych produktów jest w sklepach coraz więcej. Wojewódzki oddział IH w Łodzi skontrolował w lutym 30 sklepów, z czego w 12 znalazł przeterminowane wyroby żywnościowe i zakwestionowała 189 partii towarów. Także dane Głównego Inspektoratu Inspekcji Handlowej potwierdzają, że przeterminowanych towarów jest w sklepach coraz więcej. W 2007 r. było ich 2,1 proc. skontrolowanych towarów, w 2008 r. było to już 4,7 proc.

( J.Pieńczykowska, A.Zboińska, wsp. M.Witkowska - POLSKA Dziennik Zachodni )

Teraz sklepy będą nam sprzedawać kilogram jabłek w worku zawierającym pól kilko, pizze mrożone z datą ważności, która minęłą pół roku temu i wiele innych fajnych rzeczy. A kontrole będą wykazywać "wzorowe prowadzenie interesu"

  Dla wszystkich - reklamacja, gwar ancja, rękojmia
Witam

Widzę, że większość z nas ma problemy z serwisami i sklepami. Zapraszam
do lektury.

Pozdrawiam

Gwarancja, rękojmia, reklamacja. Jak dać sobię z tym radę? data
publikacji 2002-02-08 http://to.czy.to

Nie od dziś wiadomo na jakie problemy można się natknąć reklamując
wadliwy sprzęt, dlatego watro wiedzić jakimi prawami dysponujemy i do
czego jest zobowiązany sprzedawca i producent.

Rękojmia:

Gdy klient zakupi towar lub usługę, która okaże się być wadliwa, zawsze
poza gwarancją (o ile taką otrzymał) może skorzystać z rękojmi. Z
definicji czytamy: Rękojmia (ang. warranty) jest to odpowiedzialność
sprzedawcy wobec kupującego za wady sprzedanego towaru. Rękojmia
dokładnie określona jest prawnie i pozwala konsumentowi na reklamację
towarów, które miały wady, ale, o których klient nie wiedział lub też do
żądania naprawienia przez sprzedawcę szkody spowodowanej wadliwością
towaru. Rękojmia pozwala na:
# odzyskanie pieniędzy, kiedy zwrócimy sprzedawcy wadliwy towar;
# na wymianę wadliwego towaru na nowy, bez dopłat ze strony klienta;
# bezpłatną naprawę wadliwego towaru;
# obniżenia ceny wadliwego towaru - uzgadnianie indywidualnie z klientem;
# naprawy szkód wyrządzonych przez towar niebezpieczny;

W przypadku gwarancji, gwarant najczęściej określa, iż po 4 lub więcej
naprawach będzie można dopiero zażądać wymiany towaru na nowy. W rękojmi
możliwe jest to już po jednej naprawie.
Prawo określa, iż rękojmia trwa rok od momentu wydania towaru i termin
ten nie ulega przedłużeniu o okres, w którym były dokonywane naprawy
towaru (czyli nie mogliśmy z niego korzystać) Rękojmia też po wymianie
towaru nie biegnie na nowo, tak jak to było w gwarancji. Z tytułu
rękojmi za wady towaru zawsze odpowiada sprzedawca lub usługodawca i to
do niego należy się zwrócić w przypadku korzystania z rękojmi.
Klient ma prawo do wyboru, czy przy reklamacji skorzysta z gwarancji czy
rękojmi - nie może jednak korzystać z obydwu możliwości na raz!

Gwarancja:

Wielu konsumentów zastanawia się czym jest w rzeczywistości gwarancja? Z
definicji słownikowej możemy wyczytać: Gwarancja (ang. guarantee) jest
to zapewnienie wystawiane przez producenta lub sprzedawcę towaru albo
usługi, iż jest on/ona dobrej jakości, zaś w razie ujawnienia się wady,
konsument może żądać od gwaranta (producenta lub sprzedawcy) naprawy
towaru (w szczególnych przypadkach wymiany na nowy - są one określone w
karcie gwarancyjnej) lub poprawy wykonanej usługi. Gwarancja ma postać
karty gwarancyjnej wystawianej w momencie zakupu produktu (wydania
produktu) lub usługi (wykonania usługi) przez konsumenta. Czas trwania
gwarancji zależy od indywidualnych ustaleń producent-konsument, na ogół
jednak wynosi jeden rok.
Zaleca się aby każdy konsument przed zakupem przeczytał warunki
gwarancji, bowiem są one w pewnych granicach prawnych ustalane przez
poszczególnych producentów i dlatego powszechnie spotykamy się chociażby
z różnymi terminami gwarancji.
Podczas zakupu sprawdźmy czy karta gwarancyjna jest dobrze wypełniona -
powinna zawierać datę zakupu (wydania towaru) - czyli rozpoczęcia
liczenia czasu gwarancji, nazwę sprzętu, usługi, numer seryjny oraz
informacje kto jest gwarantem.
W przypadku zakupów internetowych często, czas trwania gwarancji liczony
jest od wysłania produktu klientowi lub daty złożonego zamówienia.
Dzieje się tak dlatego, że produkt np. wysłany pocztą dociera po
miesiącu do klienta. A sprzedawca woli wypełnić kartę gwarancyjną sam.
Można się jednak spotkać z przypadkami, kiedy sprzedawca internetowy nie
wypełnia rubryki 'data' w karcie gwarancyjnej - może tego dokonać
klient. Przypominamy, że karta gwarancyjna jest ważna z dowodem zakupu
(gwarant może żądać jego okazania), w którym widać kiedy produkt został
zakupiony i od którego momentu liczony jest czas gwarancji! (jeżeli data
nie została wpisana w kartę gwarancyjną)
Warto wiedzieć:
# z gwarancji zawsze można zrezygnować i żądać naprawy towaru lub jego
wymiany z tytułu rękojmi;
# jeżeli gwarant dokona naprawy wadliwej części towaru, czas trwania
gwarancji zostaje przedłużony o czas naprawy.
# jeżeli gwarant wymieni wadliwą część towaru na nową, to czas trwania
gwarancji tylko dla tej części liczony jest na nowo.
# jeżeli gwarant wymieni cały towar na nowy, to tym samym, czas trwania
gwarancji liczony jest od nowa.
# gwarant zobowiązany jest do dokładnego określenia w karcie
gwarancyjnej wszelkich napraw i wymian (części składowych) dokonanych na
towarze. Adnotacja taka musi zawierać także datę

Reklamacja:

Definicja reklamacji:
Jest to zawiadomienie sprzedawcy/dostawcy towaru przez jego nabywcę o
niezgodności towaru z warunkami umowy kupna-sprzedaży lub też wyrażenie
przez niego niezadowolenia z jakości nabytego dobra lub usługi.
Podstawowe zasady reklamacji określa się następująco:
# klient po wykryciu wady w towarze/usłudze ma miesiąc czasu na
poinformowanie sprzedawcy/dostawcy o zaistniałej sytuacji;
# zreklamować można każdy towar/usługę w terminie do roku, licząc od
daty zakupu;
# zdarzyć się może, że towar ma spore rozmiary powyżej 10 kg lub jest na
stałe przymocowany, wtedy też klient nie jest zobowiązany do jego
dostarczenia do punktu zakupu. Sam sprzedawca/dostawca w uzgodnionym
terminie, nie dłuższym niż 7 dni musi nas odwiedzić w domu i wydać swoją
opinię na temat reklamowanego towaru.
# w momencie zgłaszania reklamacji sprzedawca i klient spisują dokument,
w którym wyszczególnione jest co klient reklamuje, jakie wady
towaru/usługi oraz czego domaga się klient - zwrot pieniędzy, wymiana,
naprawa. Oprócz tego obydwie strony składają stosowne podpisy, zaś
sprzedawca pieczątkę i aktualną datę spisywania dokumentu.
# sprzedawca ma 14 dni na to, aby poinformować klienta o uznaniu lub nie
uznaniu reklamacji - jeżeli tego nie zrobi w wyżej wymienionym terminie
- uznaje się, że sprzedawca reklamację uznał i podejmie się naprawy
towaru, jego wymiany lub też zwróci nam pieniądze - w zależności, którą
z opcji sobie wybierzemy.
# opinie rzeczoznawcy, o które często proszą sprzedawcy wymagają czasu,
jednak zgodnie z prawem sprzedawca ma 14 dni na podjęcie kroków
reklamacyjnych i wystąpienie o opinię specjalisty nie przedłuża tego
czasu, chyba, że klient wyrazi na to zgodę.

Podstawy prawne:

Rękojmia:
KODEKS CYWILNY
z dnia 23 kwietnia 1964 (Dz. U. Nr 16, poz. 93) ostatnia zmiana Dz. U.
1999, Nr 52. poz. 532)
Rękojmia za wady (art. 556-576)

Gwarancja:
KODEKS CYWILNY
z dnia 23 kwietnia 1964(Dz.U. Nr 16, poz.93 ze zm.)
Gwarancja jakości (art. 577-581)

Pomocy należy szukać w delegaturach Urzędu Ochrony Konkurencji i
Konsumentów http://www.uokik.gov.pl/:

CENTRALA
Pl. Powstańców Warszawy 1
00-950 Warszawa
Telefon:(0-22) 826-90-41
Fax:(0-22) 826-50-76

DELEGATURA w BYDGOSZCZY
ul. Jagiellońska 34
85-097 Bydgoszcz
Telefony: (0-52) 345-56-44,(0-52) 22-90-61 wew. 265-268
Fax:(0-52) 345-56-17

DELEGATURA w GDAŃSKU
ul. Podwale Przedmiejskie 30
80-824 Gdańsk
Telefony:(0-58) 346-29-32, (0-58) 331-50-21 wew. 348
Fax: (0-58) 346-29-33

DELEGATURA w KATOWICACH
ul. Powstańców 41a
40-024 Katowice
Telefony:(0-32) 256-46-96, (0-32) 255-44-04
Fax:(0-32) 255-26-47

DELEGATURA w KRAKOWIE
Pl. Szczepański 5
31-011 Kraków
Telefony: (0-12) 422-96-16, (0-12) 421-75-79 wew. 32
Fax: (0-12) 422-78-20

DELEGATURA w LUBLINIE
ul. Spokojna 9a
20-074 Lublin
Telefony:(0-81) 532-08-26, (0-81) 532-35-31
Fax: (0-81) 532-08-26

DELEGATURA w ŁODZI
Al. Piłsudzkiego 8
90-051 Łódź
Telefony:(0-42) 636-36-89, (0-42) 636-72-11 wew. 259
Fax:(0-42) 636-07-12

DELEGATURA w POZNANIU
ul. Zielona 8
61-851 Poznań
Telefony:(0-61) 852-15-17, (0-61) 851-86-44
Fax:(0-61) 852-77-50

DELEGATURA w WARSZAWIE
Pl. Powstańców Warszawy 1
00-950 Warszawa
Telefony:(0-22) 826-89-54, (0-22) 826-90-41 wew. 107
Fax:(0-22) 826-89-54

DELEGATURA w WROCŁAWIU
ul. Walońska 3-5
50-413 Wrocław
Telefony:(0-71) 44-65-87, (0-71) 34-308-15 wew. 920
Fax:(0-71) 34-05-922


  [pr] Pasażerowie linii 165 domagają się odszkodowania
za: http://chorzow.naszemiasto.pl/wydarzenia/572365.html

Pasażerowie linii 165 domagają się odszkodowania

Czwartek, 23 lutego 2006r.

Prosimy o pomoc, bo jesteśmy bezsilni w tej sprawie! Codzienna jazda
autobusem linii 165 jest koszmarem. Wieczne spóźnienia, wypadanie
kursów to niestety standard! Nasze listy i e-maile Komunikacyjny
Związek Komunalny ZK GOP pozostawia bez odpowiedzi. Taka sytuacja nie
może dłużej trwać! - denerwuje się Magdalena Mrowiec, jedna z osób,
która musi codziennie podróżuje na linii 165.

- Jestem klientką KZK GOP od wielu lat. Od ponad siedmiu lat dojeżdżam
z Chorzowa Batorego na Osiedle Witosa, płacę za najdroższy bilet
miesięczny i jestem traktowana w tak skandaliczny sposób! - mówi.

Zdesperowanych pasażerów jest więcej, bowiem linia 165 jako jedyna
obsługuje trasę: Osiedle Witosa w Katowicach-Chorzów Batory.

Zarzuty pod adresem przewoźnika z linii 165 wysuwają też koleżanki
pani Magdaleny Mrowiec, które razem z nią dojeżdżają do Chorzowa z
pracy w katowickim Osiedlu Witosa.

Winna zima?

- Nie satysfakcjonują mnie tłumaczenia, że kierowca omija przystanki,
bo jest zima lub popsuł się autobus. Tej zimy funkcjonowanie linii 165
pozostawia tak wiele do życzenia, że brakuje wprost słów - żali się
pasażerka Joanna Skaźnik. - W styczniu spóźniłam się do pracy
kilkanaście razy. Wydałam majątek na taksówki. Kto zapewni mi zwrot
poniesionych kosztów? Pani Joanna notuje dokładnie, kiedy autobus
linii 165 nie przyjechał: 9 lutego, godzina 14.31, 18 stycznia, godz.
6.59, 7.30, 27 stycznia, godz. 15.57, 16.42...

"Żądam informacji na piśmie, jakie kroki i konsekwencje zostały
wyciągnięte wobec firmy podwykonawczej odpowiedzialnej za obsługę
linii nr 165. Jeżeli moja prośba nie zostanie spełniona... - to
fragment e-maila, jaki Joanna Skaźnik wysłała do KZK GOP, a pisze w
nim, jakie podejmie dalsze działania wobec nieuczciwego przewoźnika.

Święta na przystanku

Pasażerowie korzystający z tej fatalnej linii byli zbulwersowani
specyficznym "prezentem" świątecznym, jaki sprawił im przewoźnik 24
grudnia ubiegłego roku. - Wszyscy oczekujący na autobus zostali
dosłownie na lodzie i to w Wigilię! Ostatni kurs po prostu wypadł. Nie
byliśmy w stanie wrócić do domów, musieliśmy wzywać taksówki.
Widocznie przewoźnik zrobił sobie wolne święta już od godziny 15.00!
Poza tym obsługa na linii 165 została całkowicie zawieszona 25 grudnia
- mówi pani Magdalena.

Czytelniczka podaje też inne przykłady, kiedy przewoźnik w rażący
sposób zignorował swoich klientów. 20 grudnia autobus nie przyjechał o
godz. 15.12. Wielokrotnie nie przyjeżdżał ostatni autobus o godz.
22.15. - Spędzaliśmy godziny na mrozie, aż w końcu byliśmy zmuszeni
zapłacić za taksówki. Nie stać mnie na dojeżdżanie taryfą. Nie po to
kupiłam bilet miesięczny prawie za sto złotych, aby jeszcze do niego
dopłacać! - denerwuje się rozmówczyni.

Dodaje, że jeśli już autobus przyjeżdża, to często spóźniony, a
kierowcy jadą w tempie 30 km na godzinę. - Inną kwestią jest brak
jakiejkolwiek kontroli biletów na trasie. Wiele osób stale kursujących
linią 165 od lat nie kasuje biletów - mówi pani Magdalena.

Sprawa dla sądu

W KZK GOP otrzymaliśmy informację, że w ciągu ostatnich kilku tygodni
były przeprowadzane kontrole linii 165. - Mogłoby się wydawać, że w
tej sprawie nic się nie działo, ale nie lekceważymy skarg zgłaszanych
przez pasażerów - mówi Alodia Ostroch z biura prasowego KZK GOP. -
Stwierdziliśmy, że uwagi zgłaszane przez pasażerów potwierdzają się:
kursy nie są realizowane, w autobusach jest zimno, bo nie są
ogrzewane, zły jest stan techniczny taboru. To narusza warunki umowy
zawartej z KZK GOP, więc wezwaliśmy przewoźnika do obsługi linii 165
zgodnie z umową. Jeżeli do końca lutego tego roku sytuacja nie ulegnie
radykalnej poprawie, KZK GOP będzie zmuszony wypowiedzieć
przewoźnikowi umowę na obsługę tej linii.

Pasażerowie linii 165 chcą uzyskać odszkodowanie za okres co najmniej
ostatnich czterech miesięcy, gdy autobusy wypadały najczęściej.

- Jestem przekonana, że należy nam się rekompensata za poniesione
straty: opłaty za taksówki, spóźnienia do pracy, ale też stracone
nerwy oraz zdrowie - twierdzi Magdalena Mrowiec.

Alodia Ostroch wyjaśnia, że w tej kwestii pasażerowie powinni zwrócić
się do KZK GOP na piśmie. - Jednak byłoby to długotrwałe i
skomplikowane dochodzenie. Dotąd nie było takich przypadków. Pieniądze
za bilety zwracaliśmy tylko w czasie strajków - dodaje.

---------------------------------------------------------------------------­-----

Jest świetnie!

Henryk Zagozda, właściciel Prywatnego Przedsiębiorstwa
Usługowo-Produkcyjnego obsługującego linię 165

W okresie od 1 do 31 grudnia 2005 roku ma linii 165 odnotowaliśmy 100
procent realizacji zadań przewozowych. Podobnie od 1 do 10 styczna
tego roku. W tym okresie nie otrzymaliśmy z KZK GOP żadnych informacji
o kontrolach przeprowadzonych na linii 165 i stwierdzonych
nieprawidłowościach w obsłudze linii, a takie informacje KZK GOP
zobowiązany jest przesłać w okresie trzech dni po zakończeniu dekady
(co 10 dni jako przewoźnicy składamy do KZK GOP raport o realizacji
zadań). Od 11 stycznia do 20 stycznia KZK GOP w wyniku
przeprowadzonych kontroli stwierdził jeden przypadek słabego
ogrzewania autobusu, jeden przypadek braku numeru inwentarzowego, dwa
przypadki braku realizacji kursu. Nie posiadamy informacji o
kontrolach w okresie trzeciej dekady stycznia. Natomiast sami
odnotowaliśmy dwa niezrealizowane kursy 26 stycznia. Przyznaję, że
przez cały analizowany okres występowały znaczne opóźnienia w
kursowaniu autobusów wynikające z ekstremalnych warunków
atmosferycznych. W przypadku linii 165 zalegający śnieg utrudniał
wjazd na przystanki w Osiedlu Tysiąclecia. Ma z tym związek znaczna
liczba kolizji, którym uległy autobusy, lecz nie z winy naszych
kierowców. O utrudnieniach tych informowaliśmy KZK GOP. (kaw)

Jaka procedura

Dariusz Łomowski, biuro prasowe Urzędu Ochrony Konkurencji i
Konsumentów

Pasażer ma prawo domagać się odszkodowania z tytuły niewykonanej lub
nieprawidłowo wykonanej przez przewoźnika usługi, za którą przecież
płaci. Podobnie jak przewoźnik domaga się od pasażera opłaty
dodatkowej, gdy ten podróżuje bez ważnego biletu. Pozew o
odszkodowanie należy złożyć do firmy, która organizuje przewóz osób na
danym terenie, w tym przypadku do KZK GOP. Należy określić, jakie
straty ponieśliśmy i jakiego domagamy się odszkodowania. (kaw)

---------------------------------------------------------------------------­-----

Komentarz DZ

Przewoźnicy oraz wszelkie firmy i instytucje świadczące usługi nie
mogą wiecznie apelować do naszej wyrozumiałości. Nas, jako pasażerów,
którzy już zapłacili pieniądze za dowiezienie do celu, czyli już po
zawarciu umowy z KZK GOP, nie obchodzi to, że na pewnej ulicy zalegają
potężne góry śniegu. To nie jest problem pasażera, że kierowca
autobusu, tłumacząc się względami bezpieczeństwa, omija tę ulicę i
znajdujący się tam przystanek. Od nas, jako pasażerów, wymaga się
płacenia za bilety. Jeśli jedziemy autobusem KZK GOP bez ważnego
biletu i ten fakt stwierdza kontroler, żąda od nas kary, a my tę karę
musimy płacić. Nie mają żadnego znaczenia wyjaśnienia pasażera, że
chodnik był zbyt śliski i nie można było dotrzeć do kiosku, w którym
są bilety. A może gapowicz powinien jednak odwołać się do
wyrozumiałości kontrolera i KZK GOP? Trzymamy kciuki za udręczonych
pasażerów linii 165. Mamy nadzieję, że sprzymierzą się z nimi wytrawni
prawnicy i nie tylko w interesie tej grupki ludzi, ale wszystkich
podróżnych skazanych na bezdusznych organizatorów komunikacji w
regionie oraz przewoźników, pomogą uzyskać od KZK GOP należne
odszkodowanie! Taki precedens jest konieczny: nie może być tak, że
jedna strona może umowę dowolnie łamać i nie spotyka ją za to nigdy
żadna kara, a druga musi jej bezwzględnie przestrzegać, zaś
najdrobniejsze odstępstwo od przyjętych warunków jest z całą
surowością karane. (kaw)

Katarzyna Wolnik - Dziennik Zachodni


  Instytuty naukowej reklamy
Co łączy Danonki, Morlinki, wodę Żywiec Zdrój i kawę Astra? Rekomendują je nam polscy naukowcy. Za to niemieccy – wręcz przeciwnie.

Zdrowie się zaczyna od oleju z rekina” – jesienią zeszłego roku Tomasz Gąsienica-Józkowy, krakowski barman oraz poeta, ze skupieniem przeczytał nieskomplikowany wierszyk reklamujący dobroczynne działanie wątroby krwiożerczej ryby. Zaraz potem wpadł mu w ręce Preventic, suplement diety, który, jak zapewnia jego producent, „wzmacnia odporność, chroni organizm, przeciwdziała chorobom”. A to dlatego, że zrobiony jest z głębinowego rekina grenlandzkiego.
„Jeśli nie zginą w potyczkach z innymi morskimi drapieżnikami, żyją około 100 lat” – przeczytał o rekinach Gąsienica-Józkowy na stronie internetowej firmy Aflofarm, producenta Preventicu.

Na raka rekin

Barman się ucieszył, że będzie odtąd zdrowy jak rekin. Dotąd był słabowity i ciągle zakatarzony. Ucieszył się tym bardziej, że rekina rekomendował nie byle kto, bo Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi, podległy ministrowi zdrowia instytut naukowo-badawczy. Zaczął więc łykać kapsułki z ryby regularnie, a kiedy czuł się gorzej, podwajał, zgodnie z instrukcją producenta, dawkę paraleku. I co?
– I nic – irytuje się poeta. – Całą zimę przechorowałem. W życiu nie miałem takiego kataru!
Doktora Wojciecha Matusewicza, jednego z najbardziej znanych w Polsce specjalistów od farmakologii klinicznej, przypadek Gąsienicy-Józkowego wcale nie dziwi. Podobnie jak brak spektakularnych efektów po stosowaniu Preventicu.
– Przecież to tylko tran – uśmiecha się farmakolog. – Nie ma żadnych poważniejszych dowodów, że w jakiś szczególny sposób wzmacnia organizm. Nieprawdą jest także, że rekiny nie chorują. Zapadają na nowotwory jak inne zwierzęta.
Matusewicza niepokoją obietnice producenta. Na przykład zapewnienie, że Preventic „może powstrzymać powstawanie nowych komórek nowotworowych”. – Hipotetycznie możemy założyć, że pacjent, który uwierzy w cudowne właściwości rekina, postanowi odstawić leki przeciwnowotworowe – zauważa farmakolog. – Kto wtedy odpowie za nieszczęście? Chyba jednak nie rekin.
Gąsienica-Józkowy odstawił preparat z morskiego drapieżnika. Wkrótce potem dowiedział się, że największymi w świecie piewcami nadzwyczajnych cnót rekina są naukowcy z Puerto Rico. Właśnie ich badania mają potwierdzać pogląd, że olej z rybiej wątroby leczy wszystko, od łuszczycy po raka. Przeczytał też w prasie, że w zamian za rekomendację dla Preventicu Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi dostało od firmy Aflofarm prawie 70 tysięcy złotych w towarze i w pieniądzach.
Centrum Zdrowia Matki Polki zupełnie zignorowało prośbę „Przekroju” o wyjaśnienie przyczyn, dla których rekomendowany jest Preventic. Sekretarka dyrektora CZMP kilkakrotnie prosiła o namiary telefoniczne, za każdym razem obiecała oddzwonić, ale nie oddzwaniała.

Sprzedali się koncernom

Rekomendacje znanych publicznych instytucji, takich jak łódzkie CZMP, Instytut Matki i Dziecka, Centrum Zdrowia Dziecka czy Instytut Żywności i Żywienia, są bardzo cenione przez producentów i bardzo kosztowne. Za opinię naukowców, która umożliwia umieszczenie nazwy i/lub logo instytutu na opakowaniu wyrobu, producent płaci oficjalnie, zgodnie z określoną taryfą, od kilkudziesięciu do kilkuset tysięcy złotych.
– Naukowcy zwyczajnie sprzedali się koncernom – twierdzi doktor Zbigniew Hałat, lekarz epidemiolog, prezes Stowarzyszenia Ochrony Zdrowia Konsumentów. – Mechanizm jest prosty. Producenci żywności wynajmują państwowe ośrodki naukowe, by te w zakamuflowany sposób promowały ich produkty. Mamy więc do czynienia z medycyną reklamową, która nie ma nic wspólnego z prawdziwą medycyną, a jedynie z cynicznym zarabianiem dużych pieniędzy.
Podobnego zdania jest Piotr Koluch, redaktor naczelny „Świata Konsumenta”, miesięcznika, który od lat zleca badanie sprzedawanej w Polsce żywności niezależnym zagranicznym ekspertom. – Jeździmy do Niemiec, by nikt, ani producenci, ani instytuty medyczne, nie posądził nas o stronniczość – wyjaśnia Koluch.
Wyniki badań niemieckich laboratoriów bywają szokujące. Wiele przetestowanych przez nich, a rekomendowanych przez polskie instytucje produktów nie nadawało się lub wciąż nie nadaje się do regularnego spożycia. Co ciekawe, najwięcej zastrzeżeń dotyczy żywności polecanej przez Instytut Matki i Dziecka w codziennej diecie niemowląt i dzieci.

Śnieżnobiałe lastriko

Na zlecenie miesięcznika konsumenckiego niemieccy analitycy przebadali wodę Żywiec Zdrój. Instytut Matki i Dziecka właśnie ten produkt poleca w żywieniu najmłodszych. Badania przeprowadzono dwukrotnie, z rocznym odstępem. W obu przypadkach okazało się, że w wodzie Żywiec Zdrój jest więcej bakterii niż w tej z kranu. – Gdyby to była kranówa, sanepid odciąłby jej dopływ – uważa doktor Hałat, były główny inspektor sanitarny. Epidemiolog dodaje, że wodę z tak wielką ilością bakterii można podawać niemowlętom wyłącznie po przegotowaniu. Ale o tym na etykiecie butelki nie było i nadal nie ma słowa.
Agnieszka Dunal z Wrocławia, mama trzyletniego Jasia, o bakteriach w wodzie Żywiec Zdrój dowiedziała się niedawno. Wcześniej przetestowała popularne deserki dla niemowląt. Na podłodze z lastriko. Długo i z niedowierzaniem wpatrywała się w podłogę, na której kilka godzin wcześniej rozbiła niewielki słoik. Był w nim deser owocowy dla niemowląt znanej firmy.
– Nie mogłam uwierzyć! Podłoga w miejscu, gdzie rozlał się smakołyk, stała się śnieżnobiała – opowiada matka. – Zaczęłam się zastanawiać, czy to jabłko, morela, czy może dodatek witaminy C zachował się jak środek wybielający? I jaki wpływ może mieć ten cudowny wybielacz na organizm mojego dziecka?
Na etykiecie deseru Agnieszka Dunal nie doczytała się, ile witamin znalazło się w słoiczku, doczytała się za to, że skład produktu został uzgodniony z Instytutem Matki i Dziecka, który reklamuje się na swej stronie internetowej jako „ekspert w opiece nad rodziną”. Postanowiła pisemnie poradzić się eksperta. Na pierwszy list Instytut nie odpowiedział. Na drugi, w ostrzejszym już tonie, przyszła odpowiedź.
– Dowiedziałam się, że za jakość produktu i jego rzeczywisty skład odpowiada producent – dziwi się Agnieszka Dunal. – Czyli że naukowcy w ogóle nie badali, co znajduje się w deserze, na którym się podpisali. Oświecono mnie jeszcze, że dzięki witaminie C dzieci w Polsce nie mają szkorbutu.
– Rzeczywiście wiemy na pewno, że witamina C zapobiega szkorbutowi – zapewnia Wojciech Matusewicz, ale dodaje: – Poza tym niewiele więcej wiemy. Nie ma żadnych poważnych badań, które potwierdzałyby popularną tezę, że witamina C na przykład zapobiega przeziębieniom lub je łagodzi. A dodaje się ją dziś, zwłaszcza dzieciom, do wszystkiego. Jest w kaszkach, zupkach, serkach i napojach. Tymczasem nadmiar witaminy C, także wbrew obiegowej opinii, jest szkodliwy – powoduje kamicę nerkową.
Agnieszka Dunal na wszelki wypadek postanowiła bojkotować produkty rekomendowane przez Instytut Matki i Dziecka.
Nie udało nam się dowiedzieć, czy uczyniła słusznie. Sławomir Janus, dyrektor Instytutu Matki i Dziecka, jest zbyt zajęty, by rozmawiać z dziennikarzami. Trzeba długo czekać, by pisemnie odpowiedział na pytania, a efekt tego oczekiwania jest niejednoznaczny. „Rekomendując dany produkt spożywczy, [Instytut Matki i Dziecka – przypis autora] bierze pod uwagę jego skład, wartość odżywczą i jakość zdrowotną” – czytamy w piśmie od Sławomira Janusa, a „rekomendacje Instytutu otrzymują tylko te produkty, które produkowane są zgodnie z dobrą praktyką produkcyjną i dobrą praktyką higieniczną, w zakładach pracujących w systemach zabezpieczających jakość produkcji i gwarantujących bezpieczeństwo produktu finalnego”.

[ Dodano: 2007-02-15, 18:36 ]